1. Kompletna tragedia, nie uznaję oceny 0 i niższych, więc ukrywają się one pod jedynką, czyli, że to, co ją otrzyma oznaczać może zarówno kompletny syf, który można by określić np. jako -50/10 jak i prawdziwe 1, w każdym razie lepiej się trzymać od tego z daleka. Generalnie w rankingach nie występuje bo zwyczajnie nie słucham czegoś takiego.
2. Tragedia ale ma jakieś minimalne zalety. Co do występowania… to w tym roku po raz pierwszy się tu pojawiła.
3. Da się posłuchać ale zdecydowanie szkoda na to czasu. Jako, że płyty oceniam po kilkukrotnym odsłuchaniu a coś co można by tak ocenić nie jest miłe dla ucha to również zwykle omijam takie krążki więc i w rankingach zwykle się ich u mnie nie spotyka (jednak akurat w tym roku trafiły się aż cztery).
4. Album poniżej średniej, można posłuchać, ma jakieś swoje niewielkie zalety, ale jednak wad jest więcej.
5. Typowy średniak, nie rani uszu, ale też raczej nie wywołuje pozytywnych odczuć, czyli dosyć bezpłciowe granie gdzie wad i zalet jest po równo.
6. Całkiem dobry, odczucia przy odsłuchiwaniu jak najbardziej pozytywne jednak mogłoby być lepiej.
7. Dobra płyta, ta ocena jest u mnie najczęściej spotykana. Generalnie wszystko jest w porządku i słucha się tego przyjemnie, zespół zrobił swoje jednak aby otrzymać osiem potrzeba czegoś więcej.
8. Bardzo dobra i na pewno warta polecenia, coś co wyróżnia się z tłumu poziomem. Od tej oceny zaczynają się najlepsze albumy, które na dłużej pozostają w pamięci.
9. Płyta wyjątkowa, czymś zachwycająca np. pięknem, klimatem, ciężarem czy techniką, podczas słuchania nie wyłapuje się wad i ma się ochotę do niej często wracać.
10. Genialna, ma wszystko to co poprzednia ocena ale i coś więcej, album do którego, zawsze chętnie się wraca, ma się ochotę śledzić teksty podczas słuchania, taki który od razu przychodzi na myśl gdy słyszy się pytanie w stylu "wymień swoje ulubione płyty".
Dodatkowo wprowadziłem osobną skalę ocen w pozycji ciężar, jednak zastosowałem tu pięciostopniową skalę aby się nie myliła z oceną samego albumu:
0. W przypadku bardzo lekkich, w zasadzie niemetalowych rzeczy jak np. ethereal.
1. Dla takich wprawdzie metalowych (często na granicy z rockiem) ale melodyjnych, z prostymi riffami, z samym czystym wokalem jak alternative metal, symphonic metal z popowym podejściem czy bardzo łagodnych odmian power metalu.
2. Dla takich zespołów z bardziej wyrazistymi riffami i pojedynczymi growlami czy trochę większą ilością screamów czyli np. cięższe odmiany power czy symphonic metalu czy jakieś bardzo lekkie post-hardcore i metalcore.
3. To taki poziom typowy dla metalcore i melodic death metal gdzie są czyste, screamy i wysokie growle lub gdy wprawdzie niższe growle występują i chwilami robi się sporo ciężej ale dominują czyste wokale i lżejsze granie.
4. Dla cięższego metalcore i melodeath gdzie nie ma czystych wokali jednak wokale to niższe screamy i wysokie growle ale również podchodzą tu lżejsze deathcore czy death metal gdzie jest sporo wstawek z czystymi wokalami czy melodyjniejszych, wolniejszych elementów.
5. Dla faktycznie ciężkiego grania: deathcore, death metal, black metal, doom metal gdzie nie ma czystych lub są naprawdę w minimalnej ilości.
Specjalnie wyciągnąłem go przed zalety gdyż tu muszę wspomnieć o jednej sprawie: ciężar od 3 w górę uznają za zaletę jednak od 3 w dół wcale nie jest wadą.
1. The Silver "Looking Glass Hymnal Blue" (9/10)
Tracklista:
1. Looking Glass Hymnal Blue
2. Two Candles
3. Memorias
4. Tendrils
5. When the Moon Is Three
6. The Demon Bridge
7. Twilight of Love
8. My Lone Dark Lantern
Długość: 0:48:13
Gatunek: Progressive Post-Black Metal
Data wydania: 20.03.2026r
Kraj: USA
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal (skrzeki): N (Nick Duchemin) ; Wokal (czysty), gitara prowadząca i rytmiczna oraz syntezatory: V (Matt Knox) ; Gitara prowadząca i rytmiczna: A (Alex Kulick) ; Gitara basowa: J (Jamie Knox) ; Perkusja: E (Enrique Sagarnaga)
Wytwórnia: Gilead Media
Pozycja w dyskografii: 2
Ciężar: 3/5
Najlepsze utwory: Looking Glass Hymnal Blue ; Two Candles ; When the Moon Is Three
Zalety: klimat ; nieschematyczność, złożoność i rozbudowanie utworów
Wady:
Dodatkowy komentarz: Na debiucie wydanym w 2021 roku grali post-black metal gdzie w warstwie wokalnej pojawiały się na przemian black metalowe skrzeki i czyste wokale, natomiast tym razem zrobili krok naprzód dodając do swojego brzmienia jeszcze progresywnego metalu dzięki czemu utwory stały się jeszcze bardziej złożone, rozbudowane, nieschematyczne i z większą ilością zmian tempa oraz ciężaru a całość stała się jeszcze bardziej klimatyczna.
2. Carrion Vael "Slay Utterly" (9/10)
Tracklista:
1. 19(fucking)78
2. Truth or Consequences
3. 1912
4. 30 on 9
5. 40 Echoes upon the Parlor
6. Lord of 74
7. Bisection of 47
8. Black Chariot
Długość: 0:42:12
Gatunek: Technical Death Metal / Melodic Death Metal
Data wydania: 16.01.2026r
Kraj: USA
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal: Travis Lawson ; Gitara prowadząca i rytmiczna: Trenton Limburg, Ryan Kuder ; Gitara basowa: Alex Arford ; Perkusja: Matt Behner
Wytwórnia: Unique Leader Records
Pozycja w dyskografii: 5
Ciężar: 4/5
Najlepsze utwory: 19(fucking)78 ; 1912 ; Lord of 74
Zalety: technika ; Inspirowanie się kilkoma gatunkami i dobre połączenie tego w spójność całość
Wady:
Dodatkowy komentarz: Na pierwszych dwóch albumach tworzyli bardziej typowy technical death metal, jednak na trzecim dodali do niego troszeczkę melodic death metalu, symfonicznych wstawek i czystego wokalu, niby niewiele ale od razu odświeżyło brzmienie, natomiast na czwartej melodeathu było na tyle dużo by tagować ich jako technical death metal / melodic death metal (technicznych riffów ciągle było więcej niż melodyjności), który dodatkowo urozmaicili elementami innych podgatunków metalu a wokalista zaczął również stosować od czasu do czasu czyste wokale. Slay Utterly jest bezpośrednią kontynuację poprzedniego albumu czyli mamy do czynienia z pełnym growli technical death metalem / melodic death metalem z dodatkiem prawdziwej mieszanki elementów zaczerpniętych z innych podgatunków, a więc znajdziemy tutaj power metalowe czyste wokale, deathcoreowe breakdowny, black metalowe poskrzekiwania, death metalowe blasty oraz trochę metalu symfonicznego w warstwie instrumentalnej. Przy pierwszym odsłuchu to wszystko może się wydawać chaotyczne a nawet sprawiać wrażenie, że jest tu za dużo wszystkiego jednak bardzo szybko się do tego przyzwyczaja (choć zdaję sobie sprawę iż niektórzy się nie przyzwyczają) i już muzyka tworzy dla słuchacza jedną miłą dla ucha, spójną całość. Generalnie wszystko jest tu dobre… oprócz okładki, którą można potraktować jako strzał we własne kolano: mianowicie dali tam typa z toporem, który ciacha po brzuchu drugiego gościa i to akurat jest w metalu normalne, gorzej, że gość z toporem miał na wierzchu sterczącą fujarę, poza tym w tle jest jeszcze karykatura gołej kobiety z wielkimi sutami przez co podejrzewam iż okładka już nie wszędzie będzie mogła być pokazywana… i jak się szybko okazało miałem rację z obawami gdyż szybko powstała okładka alternatywna na której gość zamiast sterczącej fujary ma już fujarę uciętą toporem a z kikuta tryska krew.
3. Frontside "Nemesis" (9/10)
Tracklista:
1. Initium
2. Omen
3. Kapłani Diabła
4. Zostaniecie z Niczym
5. Alfa i Omega
6. To Wszystko co Masz
7. Wejdź Prosto w Nowy System
8. Na Krawędzi
9. Chaosu Nastał Czas
10. Sztylet, Brzytwa, Hak i Sznur
11. Czas Zabijania
12. Nemesis
13. Terminus
Długość: 0:53:10
Gatunek: Metalcore / Deathcore
Data wydania: 20.03.2026r
Kraj: Polska
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal: Hubert "Mollie" Molander ; Gitara: Mariusz "Demon" Dzwonek, Dariusz
"Daron" Kupis ; Gitara basowa: Wojciech "Novak"
Nowak ;
Perkusja: Tomasz "Toma" Ochab
Wytwórnia: Mystic Production
Pozycja w dyskografii: 10
Ciężar: 4/5
Najlepsze utwory: Zostaniecie z Niczym ; To Wszystko co Masz ; Sztylet, Brzytwa, Hak i Sznur
Zalety: oryginalność ; różnorodność brzmień ; szybkość ; energia
Wady:
Dodatkowy komentarz: Dziesiąta płyta mojego zdecydowanie ulubionego polskiego zespołu (powiedziałbym wręcz, że jest Frontside, potem długo nic i dopiero dalej takie zespoły jak Decapitated, Moron a dalej Behemoth i reszta) który przyciągnął mnie poziomem i oryginalnością gdyż to jeden z nielicznych rodzimych bandów wykonujących mieszankę metalcore i deathcore (u nas ciągle dominują kapele wykonujące klasyczne podgatunki metalu), który do tego ma teksty po naszemu. Oczywiście określenie ich po prostu jako mieszankę metalcore i deathcore jest sporym uproszczeniem gdyż u nich zawsze dało się wyłapać posmak innych gatunków takich jak hardcore (na początku twórczości), thrash metal czy death metal dzięki czemu zawsze wyróżniali się z tłumu, następnie podobnie jak Metallica postanowili wydać dwa hard rockowe albumy po czym wrócili do swoich naturalnych brzmień, przy czym różnorodność się zmniejszyła a czystych wokali już tam nie było, następnie jednak odszedł od nich wokalista Auman i gdzieś zniknęli. Niedawno jednak się
uaktywnili (w 2022 roku), przyjęli na stanowisko wokalisty Huberta "Mollie" Molandera a następnie zaczęli pracować nad
nowym albumem (praca nad nim miała trwać od kilku lat), gdy tylko się o tym dowiedziałem od razu zamówiłem sobie pre-order, na którego musiałem poczekać chwilę dłużej ze względu na leniwego, złośliwego, zidiocianego kuriera, któremu nie chciało się do mnie jechać z przesyłką więc zaznaczył w systemie "odmowa przyjęcia przez odbiorcę", na szczęście po reklamacji w końcu otrzymałem mój egzemplarz Nemesis. Już od pierwszego odsłuchu zwraca na siebie uwagę bardzo wysoki poziom muzyki, chłopaki kontynuują drogę obraną na Zmartwychwstanie jednak tym razem ponownie zadbali też o to by było różnorodniej a utwory były do siebie mniej podobne i tak np. "Omen" brzmi jakby pochodził z poprzedniego albumu czyli to taki cięższy, niemelodyjny metalcore, "Kapłani Diabła" to już zdecydowanie deathcore z growlami i breakdownami, "To Wszystko co Masz", "Na Krawędzi" oraz "Sztylet, Brzytwa, Hak i Sznur" to utwory w stylu tych z albumu "Teoria konspiracji" czyli znalazły się w nich zarówno growle, screamy jak i czyste wokale, "Zostaniecie z Niczym" oraz "Chaosu Nastał Czas" brzmią dość mocno hardcore’ową kojarząc mi się bardziej z wczesnym Moron, natomiast "Wejdź Prosto w Nowy System" jest kompletnie inny od reszty, gadanie połączone z melodią ale ten akurat mi nie odpowiada. Tym co jest zupełnie nowe w twórczości zespołu są drobne ale zauważalne elementy metalu progresywnego w postaci charakterystycznych riffów, które gdzieniegdzie na chwilę się pojawiają i nie miałbym nic przeciwko gdyby w przyszłości trochę odważniej popróbowali swych sił z takimi brzmieniami. Podsumowując: to zdecydowanie bardzo udany powrót po ośmioletniej przerwie, Nemesis jest świeże i od razu wpada w ucho, zachęcając do częstszego słuchania a zmiana składu kompletnie nie miała żadnego negatywnego wpływu na poziom muzyki ani charakterystyczny, unikalny styl Frontside.
4. Dawn of Ashes "Anatomy of Suffering" (9/10)
Tracklista:
1. Throat Woven With Thorns
2. Anatomy of Suffering
3. The Altar of Sunken Wounds
4. Viral Decay
5. Echoes of Desolation
6. Autopsy of a Spirit
7. Penumbra
8. Beneath Thy Tongue, It Sleeps
9. Threading the Nerve
10. Autolysis
Długość: 0:48:42
Gatunek: Blackened Aggrotech
Data wydania: 20.03.2026r
Kraj: USA
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal i Keyboard: Kristof Bathory ; Gitara prowadząca i rytmiczna: Ferny Blasphemous ; Gitara basowa: Angel Dies ; Elektroniczna perkusja: Krz Souls ; Keyboard: Bahemoth
Wytwórnia:
Pozycja w dyskografii: 13
Ciężar: 2/5
Najlepsze utwory: Throat Woven With Thorns ; Viral Decay ; Penumbra
Zalety: klimat ; udane połączenie black metalowych wokali z elektroniką
Wady:
Dodatkowy komentarz: Najpierw małe wyjaśnienia w kwestii trzech spraw: w pozycji w dyskografii problematyczną sprawą jest wydane na samym początku działalności Sacred Fever, które czasem jest uznawane za demo a czasem za debiutancki album jednak jako, że trwa on godzinę i zawiera unikatowe utwory, które (oprócz jednego) nie powtórzyły się na dalszych albumach, a do tego w 2018 roku zespół wydał go w zremasterowanej wersji to osobiście traktuję go jako debiutancki pełnoprawny album, drugą sprawą jest pozycja ciężar, który niezbyt się odnosi do ich muzyki gdyż (aktualnie) to głównie elektronika z black metalowym skrzekiem, natomiast trzecią sprawą jest skład zespołu w którym nadal są gitarzysta i basista choć metalowy okres działalności zespołu przypadał pomiędzy 2010 a 2017 rokiem. Na zespół trafiłem stosunkowo niedawno i chociaż generalnie to nie do końca moje klimaty bo zwykle nie słucham muzyki elektronicznej to jednak ten zespół ma to coś przez co od razu wpadł mi w ucho i dałem pozycjom w ich dyskografii sporo ocen 8 i 9 (a jednocześnie niczego poniżej 7/10), oraz co ciekawe aż dwie oceny 10/10 natomiast sama historia zespołu wiąże się z dość znacznymi zmianami stylu choć mimo wszystko całość jest spójna i pasująca do siebie więc przy każdym albumie ma się odczucie iż to ciągle Dawn of Ashes. Zaczynali od blackened aggrotech i trzymali się go przez pierwsze trzy albumy, potem jednak na Genocide Chapters nagle przerzucili się na symphonic black metal, lecz już na kolejnych dwóch płytach, Anathema oraz Theophany zaczęli tworzyć blackened industrial metal by następnie nagrać znowu symphonic black metalowe Daemonolatry Gnosis po którym powrócili do blackened agrrotech choć po drodze na The Antinomian i Reopening the Scars jeszcze eksperymentowali z innymi rodzajami muzyki elektronicznej a wokalista Kristof Bathory nawet trochę growlował zamiast tylko skrzeczeć. W każdym razie na wydanym w zeszłym roku Infecting the Scars wrócili do czystego blackened aggrotech a muzyka charakteryzowała się naprawdę wysokim poziomem więc tym bardziej byłem zadowolony gdy okazało się, że tegoroczne Anatomy of Suffering jest jego bezpośrednią kontynuacją zarówno muzycznie jak i pod względem poziomu. Mamy do czynienia z klimatyczną, mroczną elektroniką, zwykle szybką, rytmiczną i pełną uderzeń basów ale zdarzają się też zwolnienia, natomiast wokal to nadal głównie black metalowy skrzek oraz bardzo sporadycznie zdarza się też deklamacja czy szepty.
5. Soen "Reliance" (8/10)
Tracklista:
1. Primal
2. Mercenary
3. Discordia
4. Axis
5. Huntress
6. Unbound
7. Indifferent
8. Drifter
9. Draconian
10. Vellichor
Długość: 0:43:31
Gatunek: Progressive Metal
Data wydania: 16.01.2025r
Kraj: Szwecja
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal: Joel Ekelöf ; Gitara: Cody Lee Ford ; Gitara basowa: Stefan Stenberg ; Perkusja: Martin Lopez
Wytwórnia: Silver Lining Music
Pozycja w dyskografii: 7
Ciężar: 2/5
Najlepsze utwory: Primal ; Mercenary ; Drifter
Zalety: klimat ; złożoność utworów ; technika
Wady:
Dodatkowy komentarz: Początkowo ich brzmienie bardzo przypominało ulepszonego Toola, z którego ktoś powycinał dłużyzny i irytujące przerywniki jednak na trzeciej płycie dodali trochę elementów progresywnego rocka co nieco złagodziło brzmienie ale pomogło dopracować własny styl, na czwartej znowu nieco złagodnieli, natomiast na piątej nagle zmienili kierunek, poziom nieznacznie się obniżył (zeszli do 8/10) wpływów Toola praktycznie już nie było a muzyka zrobiła się bardziej różnorodna, z jednej strony odrobinę cięższa i zauważalnie szybsza, gdzieniegdzie pojawiły się riffy zaczerpnięte z Disturbed a wokalista chwilami nawet sposobem śpiewania kojarzył mi się z Davidem Draimanem, z drugiej strony miejscami potrafili też mocniej zwolnić i złagodnieć, w tym samym stylu był również szósty album. Generalnie na Relianse kontynuują drogę obraną na ostatnich albumach a więc jest tu spora różnorodność, raz mocno zwalniają i łagodnieją (szczególnie w balladowym Indifferent) z drugiej potrafią nagle przyspieszyć zwiększając przy tym ciężar, i tutaj warto wspomnieć, że można tu usłyszeć bardziej mięsiste riffy niż kiedykolwiek wcześniej a do tego są polirytmiczne, jednak nie djentowe tylko bardziej takie jak w zespole Voyager na środkowych albumach, pojawiło się tu też więcej dłuższych solówek gitarowych, natomiast wpływów Toola i Disturbed praktycznie nie ma, czyli można stwierdzić iż Soen faktycznie ciągle pracuje nad posiadaniem własnego unikatowego stylu bez zauważalnych naleciałości innych kapel. Zauważyłem u nich pewną tendencję: przez pierwsze trzy płyty poziom wzrastał zaczynając od ósemki i dochodząc do dziesiątki na Lykaia (najlepszy album w metalu progresywnym), potem jednak początkowo stopniowo, o jedną ocenę zaczął się obniżać dochodząc do ósemki, aby następnie zatrzymać się na nim gdyż to już trzeci raz jak im daję tę ocenę (jednak nówka jest trochę lepsza od poprzednich dwóch), mam jednak nadzieję, że forma zacznie się ponownie zwiększać by mogli znowu nagrać coś naprawdę wyjątkowego.
6. Witch Ripper "Through The Hourglass" (8/10)
Tracklista:
1. Odyssey in Retrograde
2. The Portal
3. Symmetry of the Hourglass
4. Echoes and Dust
5. The Clock Queen
6. Proxima Centauri
7. The Spiral Eye
Długość: 0:44:06
Gatunek: Sludge Metal / Progressive Metal
Data wydania: 10.04.2026r
Kraj: USA
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal, gitara prowadząca i rytmiczna: Curtis Parker ; Gitara prowadząca i rytmiczna: Coltan Anderson ; Gitara basowa: Brian Kim ; Perkusja: Joe Eck
Wytwórnia: Magnetic Eye Records
Pozycja w dyskografii: 3
Ciężar: 3/5
Najlepsze utwory: The Portal ; Echoes and Dust ; The Spiral Eye
Zalety: klimat ; złożoność i rozbudowanie utworów
Wady:
Dodatkowy komentarz: Na debiucie wykonywali bardziej surowy sludge metal kojarzący mi się z bardzo wczesnym Mastodonem, na drugim albumie trochę zmodyfikowali brzmienie, dodając klimatyczności oraz sporej ilości progresywności dzięki czemu utwory stały się bardziej rozbudowane, nieschematyczne, ze zmianami tempa i ciężaru, a skoro wspomniałem o ciężarze to zaczęli powszechnie stosować również czyste wokale (na debiucie zdecydowanie przeważał ten charakterystyczny sludge’owy niski scream), dodam jeszcze, że tutaj muzyka bardziej zaczęła kojarzyć mi się ze środkowym Baroness (głównie ze względu na sposób śpiewania partii z czystym wokalem oraz specyficzne riffy). Na wydanym w tym roku Through The Hourglass generalnie kontynuują drogę obraną w 2023 roku przy czym tutaj znowu głównie wzorują się na Mastodonie, jednak tym razem na ich nowszych albumach wydawanych od Crack The Skye, czyli można tu uświadczyć sporej ilości klimatycznego, atmosferycznego progresywnego sludge metalu, z charakterystycznymi wokalami i riffami, wręcz mógłbym stwierdzić, sugerując się brzmieniem i nie wiedząc z jakim zespołem mam do czynienia, że to spokojnie mogłaby być nowa płyta Mastodon. Niby tak silne wzorowanie się na kimś nie jest w porządku jednak skoro całość jest bardzo dobra, przekonująca i zachęcająca do częstych powrotów to chyba pozostaje stwierdzić iż zespół jednak znalazł dobry sposób dla siebie, tym bardziej, że sam Mastodon coraz rzadziej coś wydaje (ostatnio w 2021 roku) więc istnienie tak podobnie grającego zespołu jest też dobre dla fanów nowej, dobrej muzyki w tych klimatach.
7. Draconian "In Somnolent Ruin" (8/10)
Tracklista:
1. I Welcome Thy Arrow
2. The Monochrome Blade
3. Anima
4. The Face of God
5. I Gave You Wings
6. Asteria Beneath the Tranquil Sea
7. Cold Heavens
8. Misanthrope River
9. Lethe
Długość: 0:58:03
Gatunek: Doom Metal
Data wydania: 08.05.2026r
Kraj: Szwecja
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal (growl): Anders Jacobsson ; Wokal (czysty): Lisa Johansson ; Gitara prowadząca i tylne wokale: Johan Ericson ; Gitara rytmiczna: Niklas Nord ; Gitara basowa: Daniel Arvidsson ; Bębny, Perkusja: Daniel Johansson
Wytwórnia: Napalm Records
Pozycja w dyskografii: 8
Ciężar: 3,5/5
Najlepsze utwory: I Welcome Thy Arrow ; The Face of God ; Cold Heavens
Zalety: klimat ; kontrastowość czyli zestawienie ciężaru i pięknych kobiecych wokali
Wady:
Dodatkowy komentarz: Pierwsze dwie płyty nie były jakieś specjalne, na trzeciej nastąpiła znaczna poprawa, za to kolejne trzy Turning Season Within, A Rose For The Apocalypse oraz Sovran to już zdecydowane najlepsze płyty w doom metalu, zasługujące na maksymalne oceny więc co do zespołu zawsze mam wysokie oczekiwania. Przez lata w zasadzie trzymali się swojego stylu polegającego na łączeniu męskich growli z kobiecymi czystymi wokalami osadzonych w doom metalowej otoczce, trzymali się go nawet gdy w 2011 roku odeszła od nich wokalistka Lisa Johansson i zastąpiła ją Heike Langhans, przy czym ilość czystych wokali uległa zwiększeniu. Pięć lat nic nowego nie wydawali po czym powrócili z nową płytą... i zmodyfikowanym stylem brzmiącym tak jakby na typowe brzmienie zespołu wpłynęła twórczość innych projektów Heike i gitarzysty Johana Ericsona. Na Sovran Heike wpasowała się wokalnie w styl grupy, na Under a Godless Veil jednak przemyciła sporo ze swoich etherealowych projektów czyli ISON i :LOR3L3I: a więc zazwyczaj gdy pojawiał się jej wokal (a pojawiał się nieco częściej niż na Sovran) śpiewała łagodnie i naprawdę wolno a gdy to robiła instrumenty schodziły bardziej na dalszy plan aby lepiej wyeksponować jej głos, pojawiały się też nieraz dodatkowo instrumenty smyczkowe, przez co muzyka bardziej kojarzyła się z atmospheric doom metalem. Z kolei w przypadku Johana, z jego funeral doom metalowego projektu została zapożyczona zmniejszona prędkość warstwy instrumentalnej czego efekt był taki, że płyta całościowo była naprawdę wolna, nawet przy growlach. A skoro już przy nich jestem to ogólnie było ich mniej niż poprzednio jednak były nieco mocniejsze i miały tendencję do gromadzenia się w większej ilości w jednym miejscu przez co nieraz w utworach po łagodniejszym wstępie następowały fragmenty kojarzący się bardziej z death/doomem. Przy okazji In Somnolent Ruin nastąpiły pewne zmiany w składzie: przede wszystkim Heike Langhans odeszła a na stanowisko wokalistki powróciła Lisa Johansson, odeszli też basista i perkusista, Daniel Arvidsson, który w latach pomiędzy 2005 a 2022 rokiem odpowiadał za gitarę rytmiczną został basistą a do zespołu doszli nowi muzycy odpowiedzialni za gitarę rytmiczną i perkusję. Można by pomyśleć, że po powrocie Lisy zespół po prostu powróci do brzmienia z A Rose For The Apocalypse jednak nastąpiło to tylko częściowo, fakt, ilość growli znowu się trochę zwiększyła a partie z nimi są szybsze więc już nie mają tempa funeral doom metalowego tylko typowe dla nich doom metalowe, natomiast partie wokalne Lisy można podzielić na dwa rodzaje: czasem śpiewa tak jak wcześniej czyli smutno ale w miarę szybko z towarzyszącymi jej intensywnie grającymi gitarami, jednak czasem pojawiają się zapoczątkowane przez Heike elementy atmospheric doom metalowe kiedy to Lisa znacznie zwalnia brzmiąc zupełnie jak Heike a towarzyszą jej łagodnie grające instrumenty, na tyle wyciszone by nie wybijać się przed wokal. Tak się akurat złożyło, że podczas zapoznawania się z In Somnolent Ruin, sprawdzałem również nowy album :LOR3L3I: "Peace by Proxy" co potęgowało efekt podobieństwa tych nowych partii wokalnych Lisy do Heike, do tego stopnia, że miejscami obie płyty brzmiały podobnie jakby stanowiły jedną całość. W utworze Anima gościnnie wystąpił Daniel Änghede czyli muzyk z którym Heike kiedyś założyła projekt ISON a który już wcześniej, na Sovran udzielił się wokalnie w utworze Rivers Between Us natomiast na Under a Godless Veil był muzykiem sesyjnym odpowiadającym za dodatkową gitarę basową. Na początku mojego opisu wspomniałem o moich wysokich oczekiwaniach i tutaj muszę stwierdzić, że In Somnolent Ruin oczywiście jest bardzo dobre, zdecydowanie w czołówce tego roku a wiele zespołów nigdy nie dobije do tak wysokiego poziomu, ale jednocześnie czuję lekkie rozczarowanie z powodu faktu iż grupa, która wydała album 9/10 (The Burning Halo) a następnie trzy razy pod rząd 10/10 zszedł do poziomu 8/10, mam więc cichą nadzieję na powrót w przyszłości do jeszcze wyższej formy.
8. Monolord "Neverending" (8/10)
Tracklista:
1. Iodine
2. You Bastard
3. Inside a Collider
4. Crystal Bridge
5. Ooozing Wound
6. The Masque
7. Invisible
8. It's Neverending
Długość: 0:43:07
Gatunek: Stoner Doom Metal
Data wydania: 29.05.2026r
Kraj: Szwecja
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal i gitara: Thomas V Jäger ; Gitara basowa: Mika Häkki ; Perkusja: Esben Willems
Wytwórnia: Relapse Records
Pozycja w dyskografii: 6
Ciężar: 2/5
Najlepsze utwory: Iodine ; You Bastard ; It's Neverending
Zalety: ciekawy kontrast: ciężka warstwa instrumentalna i lekki, spokojny wokal ; klimat ; złożoność utworów
Wady:
Dodatkowy komentarz: z Goteborgu podobnie jak wiele innych bardzo dobrych i oryginalnych szwedzkich kapel a wykonują stoner doom metal co faktycznie od razu słychać w ich brzmieniu: niski strój gitar jak w stoner metalu jednak grają one bardzo wolno jak w doom metalu co jeszcze bardziej zwiększa odczucie ciężaru. Warto tu wspomnieć iż warstwa instrumentalna jest tu naprawdę wyszukana i rozbudowana, dużo bardziej niż u przedstawicieli gatunków składowych. Jeśli chodzi o wokal (występują tu wyłącznie cleany) to na pierwszych dwóch krążkach był on raczej dodatkiem pojawiającym się od czasu do czasu, był też mało zróżnicowany i towarzyszył mu specyficzny pogłos jednak od wydanej w 2017 roku Rust, postanowili nad nim więcej popracować dzięki czemu stał się lepszy i jest go więcej co jeszcze bardziej ulepszyło to co tworzą. Neverending jest kontynuacją obranej przez nich drogi więc kto zna poprzednie trzy płyty, ten nie będzie niczym zaskoczony, trzyma też praktycznie równie wysoki poziom co można zauważyć już od pierwszego usznego kontaktu, jedna uwaga: większość ich albumów była raczej długa, od 50 minut do 1 godziny i same utwory też były dość długie, poprzednio wydany Your Time to Sine wyjątkowo trwało 38 minut i zawierało pięć, nadal dość długich tracków, natomiast tym razem całość dobiła do 43 minut ale same utwory uległy pewnemu skróceniu i aż pięć z nich trwa mniej niż 5 minut. Ciekawostka: w ostatnim utworze na płycie, It's Neverending gościnnie wystąpił Jörgen Sandström, wokalista z industrial death metalowego zespołu The Project Hate MCMXCIX i jest to pierwszy w historii Monolord utwór z growlami, sam utwór ma ponad 8 minut a jego wokale zdecydowanie w nim dominują więc spokojnie można by go otagować jako death/doom.
9. Burial Clouds "Burn Holy" (8/10)
Tracklista:
1. Burning the Olive Tree
2. Windflower
3. Ashen Altar
4. Negations
5. Be Not Afraid
6. Screaming, Drowning, Pacified
7. Forget Me Not
8. Eyes Without Light
Długość: 0:40:07
Gatunek: Post-Black Metal / Doom Metal
Data wydania: 22.05.2026r
Kraj: USA
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal: Marina ; Gitara prowadząca i rytmiczna: Matt, Bryce ; Gitara basowa: Flynn ; Perkusja: Tim
Wytwórnia:
Pozycja w dyskografii: 2
Ciężar: 3/5
Najlepsze utwory: Burning the Olive Tree ; Windflower ; Be Not Afraid
Zalety: klimat ; nieschematyczność, złożoność i rozbudowanie utworów
Wady:
Dodatkowy komentarz: Zespół wydał dwa albumy jednak ze względu na zmiany w składzie i sporą modyfikacje brzmienia obie brzmią jakby nagrały je inne kapele i generalnie debiut utrzymany jest w klimatach stoner doom metal / post-metal z dość irytującymi męskimi czystymi wokalami oraz od czasu do czasu pojawiającymi się mocno typowymi growlami. Później dawny wokalista odszedł a na jego miejsce przyszła Marina a zespół przerzucił się na post-black metal / doom metal (ich nowy styl najbardziej mi przypomina grupę Oathbreaker), gdzie doom metal nadaje klimatu, posępności, ciężaru i powolności natomiast jeśli chodzi o post-black metal to dokładnie mówiąc płynnie przechodzą pomiędzy post-black metalem (w agresywniejszych partiach ze skrzeczanymi wokalami), post-metalem (w partiach z czystym wokalem) i post-rockiem (tego jest tu najmniej jednak dali tu całe balladowe Forget Me Not w tych klimatach), do tego od czasu do czasu trafiają się również growle. Dzięki połączeniu kilku elementów składowych muzyka jest zróżnicowana, z częstymi zmianami tempa i ciężaru, jest też nieschematyczna więc nie ma co się tutaj spodziewać typowego podziału utworów na zwrotki i refreny, do tego, jak to bywa w tych klimatach są one dość długie, dwa mają ponad cztery minuty, dwa ponad sześć a najdłuższy ma ponad dziewięć i jedynie trzy trwają trzy minuty lub mniej. https://www.youtube.com/watch?v=7gSvfb5eV24
10. Gaerea "Loss" (8/10)
Tracklista:
1. Luminary
2. Submerged
3. Hellbound
4. Uncontrolled
5. Phoenix
6. Cyclone
7. LBRNTH
8. Nomad
9. Stardust
Długość: 0:46:00
Gatunek: Blackened Metalcore
Data wydania: 20.03.2026r
Kraj: Portugalia
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal i gitara prowadząca: Alpha ; Gitara rytmiczna: Delta ; Gitara basowa: Rho ; Perkusja: XI
Wytwórnia: Century Media Records
Pozycja w dyskografii: 5
Ciężar: 3,5/5
Najlepsze utwory: Luminary ; Submerged ; Stardust
Zalety: chwytliwość ; szybkość
Wady:
Dodatkowy komentarz: Gaerea zaczynali od black metalu i w tym stylu wydali cztery albumy… i nagle postanowili przerzucić się na blackened metalcore gdzie z black metalu została tylko charakterystyczna praca perkusji w postaci blastów, nadających muzyce szybkie tempo, zamiast typowych dla ich nowych rejonów muzycznych melodyjności i średnich prędkości, natomiast wokal to 100% metalcore ze screamami w zwrotkach i czystymi wokalami w refrenach, nawet trafiły się dwa utwory, które zaczynają się balladowo. Już wyobrażam sobie to rozczarowanie wielu fanów black metalu, mnie jednak bliżej jest do metalcore niż black metalu więc potrafię docenić nowe oblicze Gaerea (oczywiście black metalowe oblicze również potrafię docenić) i muszę stwierdzić, że to ich najlepszy album, wszystkim wcześniejszym dałem 7/10 a tym razem dzięki udanemu eksperymentowi w pełni zasłużyli na ósemkę.
Periphery "A Pale White Dot" (7/10)
Ethereal Darkness "Echoes" (7/10)
Textures "Genotype" (7/10)
Einar Solberg "Vox Occulta" (7/10)
Atavistia "Old Gods Awaken" (7/10)
Worm Shepherd "Dawn of the Iconoclast" (7/10)
Necrotted "We Are The Gods That Tear Ourselves Apart" (7/10)
Haste The Day "Dissenter" (6/10)
The Last Ten Seconds of Life "The Dead Ones" (6/10)
Lord of the Lost "OPVS NOIR Vol. 3" (6/10)
Look Outside Your Window "Look Outside Your Window" (6/10)
Threat Signal "Revelations" (6/10)
Dust In Mind "HCNO" (6/10)
:LOR3L3I: "Peace by Proxy" (6/10)
Our Mirage "Fractured Minds" (6/10)
Devin Townsend "The Moth" (5/10)
Reeking Aura "On the Promise of the Moon" (5/10)
Lamb of God "Into Oblivion" (4/10)
King 810 "K8: RUSBELT NU METAL 3" (3/10)









