1. Kompletna tragedia, nie uznaję oceny 0 i niższych, więc ukrywają się one pod jedynką, czyli, że to, co ją otrzyma oznaczać może zarówno kompletny syf, który można by określić np. jako -50/10 jak i prawdziwe 1, w każdym razie lepiej się trzymać od tego z daleka. Generalnie w rankingach nie występuje bo zwyczajnie nie słucham czegoś takiego.
2. Tragedia ale ma jakieś minimalne zalety. Co do występowania… to w tym roku po raz pierwszy się tu pojawiła.
3. Da się posłuchać ale zdecydowanie szkoda na to czasu. Jako, że płyty oceniam po kilkukrotnym odsłuchaniu a coś co można by tak ocenić nie jest miłe dla ucha to również zwykle omijam takie krążki więc i w rankingach zwykle się ich u mnie nie spotyka (jednak akurat w tym roku trafiły się aż cztery).
4. Album poniżej średniej, można posłuchać, ma jakieś swoje niewielkie zalety, ale jednak wad jest więcej.
5. Typowy średniak, nie rani uszu, ale też raczej nie wywołuje pozytywnych odczuć, czyli dosyć bezpłciowe granie gdzie wad i zalet jest po równo.
6. Całkiem dobry, odczucia przy odsłuchiwaniu jak najbardziej pozytywne jednak mogłoby być lepiej.
7. Dobra płyta, ta ocena jest u mnie najczęściej spotykana. Generalnie wszystko jest w porządku i słucha się tego przyjemnie, zespół zrobił swoje jednak aby otrzymać osiem potrzeba czegoś więcej.
8. Bardzo dobra i na pewno warta polecenia, coś co wyróżnia się z tłumu poziomem. Od tej oceny zaczynają się najlepsze albumy, które na dłużej pozostają w pamięci.
9. Płyta wyjątkowa, czymś zachwycająca np. pięknem, klimatem, ciężarem czy techniką, podczas słuchania nie wyłapuje się wad i ma się ochotę do niej często wracać.
10. Genialna, ma wszystko to co poprzednia ocena ale i coś więcej, album do którego, zawsze chętnie się wraca, ma się ochotę śledzić teksty podczas słuchania, taki który od razu przychodzi na myśl gdy słyszy się pytanie w stylu "wymień swoje ulubione płyty".
Dodatkowo wprowadziłem osobną skalę ocen w pozycji ciężar, jednak zastosowałem tu pięciostopniową skalę aby się nie myliła z oceną samego albumu:
0. W przypadku bardzo lekkich, w zasadzie niemetalowych rzeczy jak np. ethereal.
1. Dla takich wprawdzie metalowych (często na granicy z rockiem) ale melodyjnych, z prostymi riffami, z samym czystym wokalem jak alternative metal, symphonic metal z popowym podejściem czy bardzo łagodnych odmian power metalu.
2. Dla takich zespołów z bardziej wyrazistymi riffami i pojedynczymi growlami czy trochę większą ilością screamów czyli np. cięższe odmiany power czy symphonic metalu czy jakieś bardzo lekkie post-hardcore i metalcore.
3. To taki poziom typowy dla metalcore i melodic death metal gdzie są czyste, screamy i wysokie growle lub gdy wprawdzie niższe growle występują i chwilami robi się sporo ciężej ale dominują czyste wokale i lżejsze granie.
4. Dla cięższego metalcore i melodeath gdzie nie ma czystych wokali jednak wokale to niższe screamy i wysokie growle ale również podchodzą tu lżejsze deathcore czy death metal gdzie jest sporo wstawek z czystymi wokalami czy melodyjniejszych, wolniejszych elementów.
5. Dla faktycznie ciężkiego grania: deathcore, death metal, black metal, doom metal gdzie nie ma czystych lub są naprawdę w minimalnej ilości.
Specjalnie wyciągnąłem go przed zalety gdyż tu muszę wspomnieć o jednej sprawie: ciężar od 3 w górę uznają za zaletę jednak od 3 w dół wcale nie jest wadą.
1. The Silver "Looking Glass Hymnal Blue" (9/10)
Tracklista:
1. Looking Glass Hymnal Blue
2. Two Candles
3. Memorias
4. Tendrils
5. When the Moon Is Three
6. The Demon Bridge
7. Twilight of Love
8. My Lone Dark Lantern
Długość: 0:48:13
Gatunek: Progressive Post-Black Metal
Data wydania: 20.03.2026r
Kraj: USA
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal (skrzeki): N (Nick Duchemin) ; Wokal (czysty), gitara prowadząca i rytmiczna oraz syntezatory: V (Matt Knox) ; Gitara prowadząca i rytmiczna: A (Alex Kulick) ; Gitara basowa: J (Jamie Knox) ; Perkusja: E (Enrique Sagarnaga)
Wytwórnia: Gilead Media
Pozycja w dyskografii: 2
Ciężar: 3/5
Najlepsze utwory: Looking Glass Hymnal Blue ; Two Candles ; When the Moon Is Three
Zalety: klimat ; nieschematyczność, złożoność i rozbudowanie utworów
Wady:
Dodatkowy komentarz: Na debiucie wydanym w 2021 roku grali post-black metal gdzie w warstwie wokalnej pojawiały się na przemian black metalowe skrzeki i czyste wokale, natomiast tym razem zrobili krok naprzód dodając do swojego brzmienia jeszcze progresywnego metalu dzięki czemu utwory stały się jeszcze bardziej złożone, rozbudowane, nieschematyczne i z większą ilością zmian tempa oraz ciężaru a całość stała się jeszcze bardziej klimatyczna.
2. Frontside "Nemesis" (9/10)
Tracklista:
1. Initium
2. Omen
3. Kapłani Diabła
4. Zostaniecie z Niczym
5. Alfa i Omega
6. To Wszystko co Masz
7. Wejdź Prosto w Nowy System
8. Na Krawędzi
9. Chaosu Nastał Czas
10. Sztylet, Brzytwa, Hak i Sznur
11. Czas Zabijania
12. Nemesis
13. Terminus
Długość: 0:53:10
Gatunek: Metalcore / Deathcore
Data wydania: 20.03.2026r
Kraj: Polska
Język tekstów: polski
Skład: Wokal: Hubert "Mollie" Molander ; Gitara: Mariusz "Demon" Dzwonek, Dariusz
"Daron" Kupis ; Gitara basowa: Wojciech "Novak"
Nowak ;
Perkusja: Tomasz "Toma" Ochab
Wytwórnia: Mystic Production
Pozycja w dyskografii: 10
Ciężar: 4/5
Najlepsze utwory: Zostaniecie z Niczym ; To Wszystko co Masz ; Sztylet, Brzytwa, Hak i Sznur
Zalety: oryginalność ; różnorodność brzmień ; szybkość ; energia
Wady:
Dodatkowy komentarz: Dziesiąta płyta mojego zdecydowanie ulubionego polskiego zespołu (powiedziałbym wręcz, że jest Frontside, potem długo nic i dopiero dalej takie zespoły jak Decapitated, Moron a dalej Behemoth i reszta) który przyciągnął mnie poziomem i oryginalnością gdyż to jeden z nielicznych rodzimych bandów wykonujących mieszankę metalcore i deathcore (u nas ciągle dominują kapele wykonujące klasyczne podgatunki metalu), który do tego ma teksty po naszemu. Oczywiście określenie ich po prostu jako mieszankę metalcore i deathcore jest sporym uproszczeniem gdyż u nich zawsze dało się wyłapać posmak innych gatunków takich jak hardcore (na początku twórczości), thrash metal czy death metal dzięki czemu zawsze wyróżniali się z tłumu, następnie podobnie jak Metallica postanowili wydać dwa hard rockowe albumy po czym wrócili do swoich naturalnych brzmień, przy czym różnorodność się zmniejszyła a czystych wokali już tam nie było, następnie jednak odszedł od nich wokalista Auman i gdzieś zniknęli. Niedawno jednak się
uaktywnili (w 2022 roku), przyjęli na stanowisko wokalisty Huberta "Mollie" Molandera a następnie zaczęli pracować nad
nowym albumem (praca nad nim miała trwać od kilku lat), gdy tylko się o tym dowiedziałem od razu zamówiłem sobie pre-order, na którego musiałem poczekać chwilę dłużej ze względu na leniwego, złośliwego, zidiocianego kuriera, któremu nie chciało się do mnie jechać z przesyłką więc zaznaczył w systemie "odmowa przyjęcia przez odbiorcę", na szczęście po reklamacji w końcu otrzymałem mój egzemplarz Nemesis. Już od pierwszego odsłuchu zwraca na siebie uwagę bardzo wysoki poziom muzyki, chłopaki kontynuują drogę obraną na Zmartwychwstanie jednak tym razem ponownie zadbali też o to by było różnorodniej a utwory były do siebie mniej podobne i tak np. "Omen" brzmi jakby pochodził z poprzedniego albumu czyli to taki cięższy, niemelodyjny metalcore, "Kapłani Diabła" to już zdecydowanie deathcore z growlami i breakdownami, "To Wszystko co Masz", "Na Krawędzi" oraz "Sztylet, Brzytwa, Hak i Sznur" to utwory w stylu tych z albumu "Teoria konspiracji" czyli znalazły się w nich zarówno growle, screamy jak i czyste wokale, "Zostaniecie z Niczym" oraz "Chaosu Nastał Czas" brzmią dość mocno hardcore’ową kojarząc mi się bardziej z wczesnym Moron, natomiast "Wejdź Prosto w Nowy System" jest kompletnie inny od reszty, gadanie połączone z melodią ale ten akurat mi nie odpowiada. Tym co jest zupełnie nowe w twórczości zespołu są drobne ale zauważalne elementy metalu progresywnego w postaci charakterystycznych riffów, które gdzieniegdzie na chwilę się pojawiają i nie miałbym nic przeciwko gdyby w przyszłości trochę odważniej popróbowali swych sił z takimi brzmieniami. Podsumowując: to zdecydowanie bardzo udany powrót po ośmioletniej przerwie, Nemesis jest świeże i od razu wpada w ucho, zachęcając do częstszego słuchania a zmiana składu kompletnie nie miała żadnego negatywnego wpływu na poziom muzyki ani charakterystyczny, unikalny styl Frontside.
3. Carrion Vael "Slay Utterly" (9/10)
Tracklista:
1. 19(fucking)78
2. Truth or Consequences
3. 1912
4. 30 on 9
5. 40 Echoes upon the Parlor
6. Lord of 74
7. Bisection of 47
8. Black Chariot
Długość: 0:42:12
Gatunek: Technical Death Metal / Melodic Death Metal
Data wydania: 16.01.2026r
Kraj: USA
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal: Travis Lawson ; Gitara prowadząca i rytmiczna: Trenton Limburg, Ryan Kuder ; Gitara basowa: Alex Arford ; Perkusja: Matt Behner
Wytwórnia: Unique Leader Records
Pozycja w dyskografii: 5
Ciężar: 4/5
Najlepsze utwory: 19(fucking)78 ; 1912 ; Lord of 74
Zalety: technika ; epickość ; Inspirowanie się kilkoma gatunkami i dobre połączenie tego w spójność całość
Wady:
Dodatkowy komentarz: Na pierwszych dwóch albumach tworzyli bardziej typowy technical death metal, jednak na trzecim dodali do niego troszeczkę melodic death metalu, symfonicznych wstawek i czystego wokalu, niby niewiele ale od razu odświeżyło to brzmienie, natomiast na czwartym melodeathu było na tyle dużo by tagować ich jako technical death metal / melodic death metal (technicznych riffów ciągle było więcej niż melodyjności), który dodatkowo urozmaicili elementami innych podgatunków metalu a wokalista już częściej zaczął również stosować czyste wokale przy czym nadal można to określić jako od czasu do czasu. Slay Utterly jest bezpośrednią kontynuację poprzedniego albumu, Cannibals Anonymous czyli mamy do czynienia z pełnym growli technical death metalem / melodic death metalem z dodatkiem prawdziwej mieszanki elementów zaczerpniętych z innych podgatunków, a więc znajdziemy tutaj power metalowe czyste wokale, deathcoreowe breakdowny, black metalowe poskrzekiwania, death metalowe blasty oraz trochę metalu symfonicznego w warstwie instrumentalnej. Przy pierwszym odsłuchu to wszystko może się wydawać chaotyczne a nawet sprawiać wrażenie, że jest tu za dużo wszystkiego, jednak słuchacz bardzo szybko się do tego przyzwyczaja (choć zdaję sobie sprawę iż niektórzy się nie przyzwyczają) i już muzyka tworzy jedną miłą dla ucha, spójną całość. Generalnie wszystko jest tu dobre… oprócz okładki, którą można potraktować jako strzał we własne kolano: mianowicie dali tam typa z toporem, który ciacha po brzuchu drugiego gościa i to akurat jest w metalu normalne, gorzej, że gość z toporem miał na wierzchu sterczącą fujarę, poza tym w tle jest jeszcze karykatura gołej kobiety z wielkimi sutami przez co podejrzewam iż okładka już nie wszędzie będzie mogła być pokazywana… i jak się szybko okazało miałem rację z obawami gdyż szybko powstała okładka alternatywna na której gość zamiast sterczącej fujary ma już fujarę uciętą toporem a z kikuta tryska krew. Co ciekawe już drugi raz odstawiają taki numer bo na wspomnianym Cannibals Anonymous zespół na okładce, oprócz zębów, jelit czy macek, w górnej części po środku umieścił penisa po czym zakrył go logo, jednak najwyraźniej mieli przez co różne komplikacje z powodu cenzury i np. na youtube zamiast niego dali dłoń z wyprostowanymi palcami, środkowym i serdecznym. No cóż… niektórzy to lubią sobie utrudniać życie.
4. Dawn of Ashes "Anatomy of Suffering" (9/10)
Tracklista:
1. Throat Woven With Thorns
2. Anatomy of Suffering
3. The Altar of Sunken Wounds
4. Viral Decay
5. Echoes of Desolation
6. Autopsy of a Spirit
7. Penumbra
8. Beneath Thy Tongue, It Sleeps
9. Threading the Nerve
10. Autolysis
Długość: 0:48:42
Gatunek: Blackened Aggrotech
Data wydania: 20.03.2026r
Kraj: USA
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal i Keyboard: Kristof Bathory ; Gitara prowadząca i rytmiczna: Ferny Blasphemous ; Gitara basowa: Angel Dies ; Elektroniczna perkusja: Krz Souls ; Keyboard: Bahemoth
Wytwórnia:
Pozycja w dyskografii: 13
Ciężar: 2/5
Najlepsze utwory: Throat Woven With Thorns ; Viral Decay ; Penumbra
Zalety: klimat ; udane połączenie black metalowych wokali z elektroniką
Wady:
Dodatkowy komentarz: Najpierw małe wyjaśnienia w kwestii trzech spraw: w pozycji w dyskografii problematyczną sprawą jest wydane na samym początku działalności Sacred Fever, które czasem jest uznawane za demo a czasem za debiutancki album jednak jako, że trwa on godzinę i zawiera unikatowe utwory, które (oprócz jednego) nie powtórzyły się na dalszych albumach, a do tego w 2018 roku zespół wydał go w zremasterowanej wersji to osobiście traktuję go jako debiutancki pełnoprawny album, drugą sprawą jest pozycja ciężar, który niezbyt się odnosi do ich muzyki gdyż (aktualnie) to głównie elektronika z black metalowym skrzekiem, natomiast trzecią sprawą jest skład zespołu w którym nadal są gitarzysta i basista choć metalowy okres działalności zespołu przypadał pomiędzy 2010 a 2017 rokiem. Na zespół trafiłem stosunkowo niedawno i chociaż generalnie to nie do końca moje klimaty bo zwykle nie słucham muzyki elektronicznej to jednak ten zespół ma to coś przez co od razu wpadł mi w ucho i dałem pozycjom w ich dyskografii sporo ocen 8 i 9 (a jednocześnie niczego poniżej 7/10), oraz co ciekawe aż dwie oceny 10/10 natomiast sama historia zespołu wiąże się z dość znacznymi zmianami stylu choć mimo wszystko całość jest spójna i pasująca do siebie więc przy każdym albumie ma się odczucie iż to ciągle Dawn of Ashes. Zaczynali od blackened aggrotech i trzymali się go przez pierwsze trzy albumy, potem jednak na Genocide Chapters nagle przerzucili się na symphonic black metal, lecz już na kolejnych dwóch płytach, Anathema oraz Theophany zaczęli tworzyć blackened industrial metal by następnie nagrać znowu symphonic black metalowe Daemonolatry Gnosis po którym powrócili do blackened agrrotech choć po drodze na The Antinomian i Reopening the Scars jeszcze eksperymentowali z innymi rodzajami muzyki elektronicznej a wokalista Kristof Bathory nawet trochę growlował zamiast tylko skrzeczeć. W każdym razie na wydanym w zeszłym roku Infecting the Scars wrócili do czystego blackened aggrotech a muzyka charakteryzowała się naprawdę wysokim poziomem więc tym bardziej byłem zadowolony gdy okazało się, że tegoroczne Anatomy of Suffering jest jego bezpośrednią kontynuacją zarówno muzycznie jak i pod względem poziomu. Mamy do czynienia z klimatyczną, mroczną elektroniką, zwykle szybką, rytmiczną i pełną uderzeń basów ale zdarzają się też zwolnienia, natomiast wokal to nadal głównie black metalowy skrzek oraz bardzo sporadycznie zdarza się też deklamacja czy szepty.
5. The Ocean "Solaris" (9/10)
Tracklista:
1. 52°30'11"N, 13°26'12"E
2. Departure Song
3. Light Pollution
4. Simulacra, Pt. I
5. Simulacra, Pt. II
6. Simulacra, Pt. III
7. Belligerence, Pt. I
8. Belligerence, Pt. II
9. Ultima Esperanza, Pt. I
10. Ultima Esperanza, Pt. II
11. Milk of My Dreams
12. 51°28′30″S, 73°6′11″W
Długość: 1:09:29
Gatunek: Atmospheric Sludge Metal / Progressive Metal / Post-Metal
Data wydania: 18.09.2026r
Kraj: Niemcy
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal: Enrico Tiberi, Lane Shi ; Gitara prowadząca, rytmiczna i elektronika: Robin Staps ; Gitara prowadząca i rytmiczna: Emmanuel Jessua, Marco Gennaro ; Gitara basowa: Mattias Hägerstrand ; Perkusja: Jordi Farré
Muzycy sesyjni: Keyboard: Thorsten Quaeschning, Orestis Zafiriou ; Wibrafon: Jovi Hang ; Puzon: Simen Eifring ; Keyboard w utworze 3: Peter Voigtmann
Wytwórnia: Pelagic Records
Pozycja w dyskografii: 11
Ciężar: 3/5
Najlepsze utwory: Light Pollution ; Belligerence, Pt. I ; Ultima Esperanza, Pt. I
Zalety: złożoność, rozbudowanie i zróżnicowanie utworów ; klimat ; unikalność brzmienia
Wady:
Dodatkowy komentarz: Zespół, który zaliczam do najlepszych na świecie, o czym wiedzą wszyscy, którzy czytali mój specjalny ranking "najlepsze z najlepszych" gdzie trzy ich płyty: Precambrian, Heliocentric i Anthropocentric umieściłem tam w pierwszej dziesiątce a Phanerozoic I: Palaeozoic oraz Phanerozoic II: Mesozoic | Cenozoic na nieco dalszych miejscach, za to wydany pomiędzy Anthropocentric a Phanerozoic I, Pelagial dostało ode mnie mocną dziewiątkę. Potem w 2023 roku wydane zostało Holocene, które odbiegało poziomem (było bardzo dobrze ale już nie genialnie) i podejściem do muzyki, która to dość mocno złagodniała a gitary często schodziły na dalszy plan, podczas gdy na pierwszy wybijała się elektronika, natomiast jakiś czas później Robin Staps postanowił wymienić cały skład, wprowadzając zespół w nowy etap. Zanim przejdę do zawartości albumu wspomnę jeszcze, że jak to zwykle u nich, jest on koncepcyjny, a samo Solaris to nazwa inteligentnej oceanicznej planety z kultowej powieści Stanisława Lema z 1961 roku o tym samym tytule oraz jej słynnej ekranizacji Andrieja Tarkowskiego z 1972 roku. Płyta łączy dystopijną opowieść science fiction z egzystencjalną refleksją inspirowaną dziennikami i zapiskami prawdziwych odkrywców. Analizując historyczne dokumenty dotyczące takich odkrywców jak Vasco Da Gama, Ferdynand Magellan czy Sir Frances Drake, Solaris kreśli paralele pomiędzy kosmicznymi podróżami z powieści Lema oraz filmu Tarkowskiego (temat podróży na obcą, oceaniczną planetę pokazany jest również w dwóch teledyskach zespołu do utworów Light Pollution oraz Ultima Esperanza), eksploracyjną naturą muzyków i działalnością współczesnych przywódców politycznych. Stawia pytania poszukiwaczom: jaki jest psychologiczny koszt takiego dążenia? Co zostawiamy za sobą, poszukując odpowiedzi? Gdzie jest granica między eksploracją nowych terenów a zdominowaniem ich dla własnej korzyści? Natomiast w kwestii brzmienia to Solaris jest powrotem w rejony obu części Phanerozoic a więc mamy do czynienia z pograniczem atmospheric sludge metalu, progressive metalu i post-metalu, jednak z zachowaniem nadal dość sporej ilości elektroniki z Holocene i tu warto wspomnieć, że w ostatnich dwóch utworach praktycznie w ogóle nie uświadczy się metalowego instrumentarium gdyż to w zasadzie czysta elektronika. Po zmianach w składzie znalazło się dwóch wokalistów, mężczyzna i kobieta, Enrico Tiberi ma barwę głosu i sposób śpiewania dość zbliżoną do poprzedniego wokalisty Loïca Rossetti, stosuje on zarówno growle o średniej mocy jak i czyste wokale, natomiast Lane Shi odpowiada głównie za czyste wokale i takie specyficzne etniczne zawodzenie i pojękiwania ale od czasu do czasu można również usłyszeć jej screamy. Generalnie widać też pewien schemat w ułożeniu utworów: album zaczyna się elektroniką, następnie znajduje się raczej lekki utwór Departure Song, przypominający te z Holocene, na Light Pollution pojawia się już charakterystyczne trochę cięższe brzmienie znane z Phanerozoic, które jest kontynuowane w trochę lżejszym wydaniu w Simulacra po czym wchodzi Belligerence stanowiące najcięższy moment nówki, z przewagą growli i bardziej mięsistego grania, dalej Ultima Esperanza zaczynające się agresywniej ale w dalszej części trochę łagodniejące a następnie następuje faza wyciszania się płyty w postaci głównie elektronicznych Milk of My Dreams i utworu zamykającego. Ciekawostka: tytuły pierwszego i ostatniego utworu to współrzędne geograficzne, pierwszy to Berlin (Niemcy), dokładnie rejon dzielnicy Friedrichshain/Kreuzberg czyli miejsce gdzie zaczęła się historia zespołu, miejsce, które można by uznać za dom i punkt wyjścia, natomiast ostatni to punkt po drugiej stronie Ziemi, Zatoka Última Esperanza (Zatoka Ostatniej Nadziei) w południowej Patagonii, na terenie Chile, czyli miejsce odległe i zupełnie inne od punktu początkowego. Kwestia tytułów: w zależności od wydania, w trackliście jest osiem albo dwanaście utworów a kawałki Simulacra, Belligerence i Ultima Esperanta są albo nie są podzielone na części, tu dodam jeszcze iż dwie ostatnie pozycje, pomimo odmiennych nazw, są ze sobą ściśle powiązane. Swoją drogą to podzielenie było raczej bezsensownym pomysłem gdyż te części i tak tworzą razem jedną nierozerwalną całość i nie ma sensu słuchać ich osobno, jeszcze w większym stopniu niż ma to miejsce w przypadku Tool i ich Parabol / Parabola, Gojira i ich From Mars / To Sirius, czy też samego The Ocean i ich The Origin of Species / The Origin of God. Nadal brakuje mi Loica w składzie ale cieszę się, że pomimo zmian, zespół nadal brzmi jak The Ocean i utrzymuje bardzo wysoki poziom, wprawdzie nie tak wysoki jak najlepsza piątka o której na początku wspominałem ale jednak wyższy niż poprzednio wydany Holocene.
6. Mastodon "Marrow Deep" (9/10)
Tracklista:
1. Barbarians Blood
2. Poisonous Weapons
3. Your Ghost Again
4. Snakes For Dinner
5. Out Like a Lamb
6. In the Ruins
7. They're Coming For You
8. Golden Spires
9. Moth And Bone
10. A Vampire's Demeanor
11. The Vanishing
12. The Three Fates
Długość: 1:05:31
Gatunek: Sludge Metal / Progressive Metal
Data wydania: 28.08.2026r
Kraj: USA
Język tekstów: angielski
Skład: Gitara prowadząca i wokal: Nick Johnston ; Gitara basowa i wokal: Troy Sanders ; Gitara rytmiczna i tylne wokale: Bill Kelliher ; Bębny, perkusja i wokal: Brann Dailor ; Keyboard: João Nogueira
Muzycy sesyjni: Dodatkowa perkusja w utworze 1: Ben Koller ; Dodatkowy wokal w utworze 10: Randy Blythe, Nate Newton ; Gitara basowa w utworze 11: Geezer Butler ; Wokale w utworze 11: Joe Duplantier ; Dodatkowy wokal w utworze 12: Neil Fallon ; Wokale w utworze 4: Josh Homme
Wytwórnia: Loma Vista Recordings
Pozycja w dyskografii: 9
Ciężar: 3/5
Najlepsze utwory: Poisonous Weapons ; Snakes For Dinner ; Out Like a Lamb
Zalety: klimat ; złożoność, rozbudowanie i nieschematyczność utworów ; różne wokale
Wady:
Dodatkowy komentarz: Tego giganta raczej nikomu nie trzeba przedstawiać, wspomnę tylko, że wykonują mieszankę sludge i progressive metalu przy czym początkowo przeważał ten pierwszy, po czym z płyty na płytę tego drugiego było coraz więcej aż od czwartej w dyskografii (i jednocześnie najlepszej) Crack The Skye, to metal progresywny zaczął przeważać a wraz z tymi zmianami sama muzyka uległa pewnemu złagodzeniu i zwolnieniu, nieraz też zdarzało im się zahaczać o progresywny rock, co najbardziej było zauważalne na wydanym w 2021 roku Hushed And Grim czyli dosyć wolnego, porozwlekanego kolosa trwającego prawie 1,5 godziny. Później, w 2025 roku zespół przeżył kryzys, najpierw z zespołu po konfliktach odszedł jeden z założycieli, Brent Hinds a następnie szanse na pogodzenie się pokrzyżowała jego śmierć kiedy to na skrzyżowaniu śmiertelnie potrącił go kierowca w BMW (Brent jechał motocyklem). Ludzie zastanawiali się czy to nie koniec zespołu, jednak w 2026 roku, na miejsce zmarłego kolegi (gitara prowadząca i wokal) zatrudnili Nicka Johnstona oraz keyboardzistę João Nogueira, który to wcześniej towarzyszył kapeli podczas tras koncertowych, a następnie ostro zabrali się za tworzenie nowego materiału. Na Marrow Deep nie kontynuowali ostatnio obranej drogi wolnego i raczej lekkiego grania (jakby zaczerpniętego z późnego Baroness) lecz pod względem brzmienia i poziomu wrócili w rejony Once More 'Round the Sun czyli do klimatycznych ale mocniejszych, szybszych i energicznych utworów, warto jednak wspomnieć, że album jest naprawdę zróżnicowany więc znalazło się tu też trochę miejsca na zwolnienia, którym nie raz, po raz pierwszy towarzyszy keyboard. Mastodon udowodnili, że nadal są w doskonałej formie a po kryzysowej sytuacji zebrali w sobie siły, uzupełnili skład i ponownie nagrali naprawdę dobry album, nawet lepszy od trzech poprzednich.
7. Cipher System "Torn Between Realities" (9/10)
Tracklista:
1. Endveiler
2. For Reasons Unknown
3. With Each Passing Moment
4. Answer to My Pain
5. Ravaging Dawn
6. Nox Elegy
Długość: 0:27:54
Gatunek: Melodic Death Metal
Data wydania: 31.07.2026r
Kraj: Szwecja
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal: Christian Älvestam ; Gitara prowadząca i rytmiczna: Johan Eskilsson ; Gitara basowa: Henric Liljesand
Muzyk sesyjny: Perkusja: Heikki Saari
Wytwórnia: At Dawn Records
Albumów w dyskografii: 2 ; teraz wydali EPkę
Ciężar: 3/5
Najlepsze utwory: Endveiler ; For Reasons Unknown ; Answer to My Pain
Zalety: Christian Älvestam na wokalu ; unikalność brzmienia ; różnorodność
Wady:
Dodatkowy komentarz: Cipher System… to zespół, który zawsze kojarzył mi się z podróbką Sonic Syndicate z którego ktoś wyciął chwytliwe refreny (jeśli ktoś nie kojarzy to wykonywali mieszankę melodic death metalu, metalcore i alternative metalu natomiast w Cipher System nie było tego ostatniego), grali tak nieciekawie, że dosłownie nie miałem żadnego powodu by im się dokładniej przysłuchiwać, ot jedna z tysięcy mało ciekawych kapel, do tego po wydaniu drugiego albumu w 2011 roku gdzieś się zgubili i nie było o nich żadnych nowych informacji aż do 2020 roku gdy nagle ogłosili dołączenie do składu Christiana Älvestama co sprawiło iż zacząłem śledzić wszelkie wzmianki od nich aż w końcu wydali Epkę. Co mogę napisać… potwierdziło się to co często powtarzam więc zacytuję sam siebie: "Christian Älvestam jest muzycznym Midasem, który wszystko czego się tknie (gdy jest głównym wokalistą) zamienia się w złoto.", jest on nie tylko najlepszym wokalistą wszechczasów (moim skromnym zdaniem) ale również kimś kto po prostu ma talent do tworzenia bardzo dobrej muzyki dzięki czemu Cipher System dostało drugie życie i z czwartoligowego zespołu nagle przeszli do pierwszej ligi. Często przy zmianie wokalu następuje też zmiana brzmienia i tak też jest w tym przypadku, w tym momencie już nic nie zostało z podróbki Sonic Syndicate, natomiast muzyka bardziej kojarzy się z trochę lżejszą wersją Solution .45 a Christian Älvestam wniósł tu tradycyjny dla siebie zestaw form wokalnych: głębokie growle (choć jest ich mniej niż zazwyczaj), wyższe growle, trochę screamów oraz sporą ilość czystych wokali. Muzyka na bardzo wysokim poziomie choć jak to bywa przy EPkach trochę za szybko się kończy co zostawia niedosyt, mam więc nadzieję, że dosyć szybko wydadzą pełnoprawny nowy album.
8. The Elysian Void "A Fatal Conceit" (9/10)
Tracklista:
1. A Fatal Conceit
2. A Future Discarded
3. Sins of the Father
4. Wilt And Wither
5. They Bleed All the Same
6. Thus Always To Tyrants
7. Last Light
8. Go With Grace
Długość: 0:47:56
Gatunek: Progressive Technical Death Metal
Data wydania: 19.08.2026r
Kraj: USA
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal (growle i screamy): Jerry Martin ; Wokal (czyste wokale), gitara prowadząca i rytmiczna : Connor McNamee ; Gitara prowadząca i rytmiczna: Ethan McKenna ; Gitara basowa i programowanie perkusji: Nick "Nickbass" Shaw
Muzycy sesyjni: Dodatkowy czysty wokal w utworach 1 i 7: Hannah Link-Fitzgerald ; skrzypce w utworach 3 i 8: Laura Sensenig Long
Wytwórnia:
Pozycja w dyskografii: 2
Ciężar: 4/5
Najlepsze utwory: A Future Discarded ; Sins of the Father ; Wilt And Wither
Zalety: technika ; złożoność i rozbudowanie utworów
Wady:
Dodatkowy komentarz: Zespół powstał pod nazwą Minarchist, w 2016 roku wydał debiutancki album In Absence po czym słuch po nich zaginął, natomiast w zeszłym roku nagle pojawił się nowy zespół o nazwie Subterranean Lava Dragon, którego skład był praktycznie ten sam, nie było tam tylko odpowiadającego za growle i screamy Jerry’ego Martina więc za wokale odpowiadali Connor McNamee (w Minarchist odpowiadał za gitary i czyste wokale a tu tylko za wokale) oraz nowo przyjęty gitarzysta Ethan McKenna, natomiast ich album "The Great Architect", oprócz tego, że był genialny i zajmował bardzo wysokie, czwarte miejsce w zeszłorocznym rankingu to brzmiał też praktycznie jak Minarchist. W tym roku za to samo Minarchist wróciło do aktywnego działania jednak zmienili nazwę na The Elysian Void gdzie skład stanowią połączone składy Minarchist i Subterranean Lava Dragon, więc za growle i screamy ponownie odpowiada Jerry, Connor zajmuje się zarówno gitarami jak i czystymi wokalami a Ethan już nie śpiewa, tylko zajmuje się gitarami, natomiast Nick Shaw od samego początku odpowiadał za gitarę basową i programowanie perkusji. Album A Fatal Conceit z kolei jest w tym samym stylu co zeszłoroczne The Great Architect czyli tag progressive technical death metal idealnie go opisuje: utwory są złożone, rozbudowane, nieschematyczne i technicznie zagrane ze zmianami tempa i ciężaru, w wolniejszych częściach utworów muzyka brzmi jak metal progresywny i towarzyszy im zwykle czysty wokal, natomiast cięższe części to pełen wysokich i niskich growli oraz screamów, szybki techniczny death metal. Ciekawostka: warto tu wspomnieć, że połowa składu The Elysian Void, Ethan i Nick są członkami innego genialnego zespołu wykonującego progressive technical death metal o nazwie Black Crown Initiate, więc to najpewniej Nick sprowadził Ethana do Subterranean Lava Dragon po czym trafił on również tutaj.
9. Gorod "The Ember Gone" (9/10)
Tracklista:
1. Signs
2. Devise
3. Forgiveness
4. Regret
5. Crimson
6. Ignite
7. Ember
8. Remains
Długość: 0:43:55
Gatunek: Progressive Technical Death Metal
Data wydania: 28.08.2026r
Kraj: Francja
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal: Julien "Nutz" Deyres ; Gitara prowadząca i rytmiczna: Mathieu Pascal, Nicolas Alberny ; Gitara basowa: Benoit Claus ; Perkusja: Karol Diers
Wytwórnia: Overpowered Records
Pozycja w dyskografii: 8
Ciężar: 4/5
Najlepsze utwory: Devise ; Forgiveness ; Regret
Zalety: technika ; złożoność i rozbudowanie utworów
Wady:
Dodatkowy komentarz: Przez pierwsze cztery albumy jeszcze z poprzednim wokalistą wykonywali raczej typowy technical death metal z monotonnym wokalem, na A Maze of Recycled Creeds w składzie był już obecny wokalista Julien "Nutz" Deyres jednak jak to często bywa po zmianie wokalu, na początku po prostu się wpasował w styl zespołu więc muzycznie nadal było bez rewelacji, natomiast już kolejne Æthra przyniosło sporo pozytywnych zmian: grupa zmieniła styl na progressive technical death metal a wokal jak i brzmienie nareszcie stały się interesujące i mocno zróżnicowane co poskutkowało oceną 8/10. Wydane w 2023 roku The Orb było w tym samym stylu co poprzedniczka ale jednak granie było trochę prostsze i mniej ciekawe, tym razem jednak na The Ember Gone zaliczyli kolejny wzlot a przy tym znowu trochę zmodyfikowali brzmienie, bardziej odważnie stosując elementy progresywnego metalu oraz dość znacznie zwiększając ilość cleanów co sprawiło, że złożoność i rozbudowanie utworów uległy zwiększeniu, więcej też zmian tempa i ciężaru więc nieraz utwór, który zaczyna się wolno, lekko, progresywnie ze spokojnym czystym wokalem nagle przechodzi w szybki death metal pełen growli po czym może znowu złagodnieć. Warto tu jeszcze wspomnieć, że te nagłe zmiany są jednak dobrze przemyślane i wszystko się tu klei i do siebie pasuje, nie ma więc odczucia iż utwory to zlepek kilku różnych utworów lecz pomimo zmian tempa i ciężaru to ciągle ten sam rozbudowany kawałek.
10. Soen "Reliance" (8/10)
Tracklista:
1. Primal
2. Mercenary
3. Discordia
4. Axis
5. Huntress
6. Unbound
7. Indifferent
8. Drifter
9. Draconian
10. Vellichor
Długość: 0:43:31
Gatunek: Progressive Metal
Data wydania: 16.01.2026r
Kraj: Szwecja
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal: Joel Ekelöf ; Gitara: Cody Lee Ford ; Gitara basowa: Stefan Stenberg ; Perkusja: Martin Lopez
Wytwórnia: Silver Lining Music
Pozycja w dyskografii: 7
Ciężar: 2/5
Najlepsze utwory: Primal ; Mercenary ; Drifter
Zalety: klimat ; złożoność utworów ; technika
Wady:
Dodatkowy komentarz: Początkowo ich brzmienie bardzo przypominało ulepszonego Toola, z którego ktoś powycinał dłużyzny i irytujące przerywniki jednak na trzeciej płycie dodali trochę elementów progresywnego rocka co nieco złagodziło brzmienie ale pomogło dopracować własny styl, na czwartej znowu nieco złagodnieli, natomiast na piątej nagle zmienili kierunek, poziom nieznacznie się obniżył (zeszli do 8/10) wpływów Toola praktycznie już nie było a muzyka zrobiła się bardziej różnorodna, z jednej strony odrobinę cięższa i zauważalnie szybsza, gdzieniegdzie pojawiły się riffy zaczerpnięte z Disturbed a wokalista chwilami nawet sposobem śpiewania kojarzył mi się z Davidem Draimanem, z drugiej strony miejscami potrafili też mocniej zwolnić i złagodnieć, w tym samym stylu był również szósty album. Generalnie na Relianse kontynuują drogę obraną na ostatnich albumach a więc jest tu spora różnorodność, raz mocno zwalniają i łagodnieją (szczególnie w balladowym Indifferent) z drugiej potrafią nagle przyspieszyć zwiększając przy tym ciężar, i tutaj warto wspomnieć, że można tu usłyszeć bardziej mięsiste riffy niż kiedykolwiek wcześniej a do tego są polirytmiczne, jednak nie djentowe tylko bardziej takie jak w zespole Voyager na środkowych albumach, pojawiło się tu też więcej dłuższych solówek gitarowych, natomiast wpływów Toola i Disturbed praktycznie nie ma, czyli można stwierdzić iż Soen faktycznie ciągle pracuje nad posiadaniem własnego unikatowego stylu bez zauważalnych naleciałości innych kapel. Zauważyłem u nich pewną tendencję: przez pierwsze trzy płyty poziom wzrastał zaczynając od ósemki i dochodząc do dziesiątki na Lykaia (najlepszy album w metalu progresywnym), potem jednak początkowo stopniowo, o jedną ocenę zaczął się obniżać dochodząc do ósemki, aby następnie zatrzymać się na nim gdyż to już trzeci raz jak im daję tę ocenę (jednak nówka jest trochę lepsza od poprzednich dwóch), mam jednak nadzieję, że forma zacznie się ponownie zwiększać by mogli znowu nagrać coś naprawdę wyjątkowego.
11. Five Finger Death Punch "Legacy" (8/10)
Tracklista:
1. Legacy
2. De Oppresso Liber
3. Eye of the Storm
4. Nails in the Coffin
5. In Time
6. Unscathed
7. Joke's on Me
8. Everybody Lies
9. Shelter
10. Scapegoat
Długość: 0:36:48
Gatunek: Groove Metal / Alternative Metal
Data wydania: 31.07.2026r
Kraj: USA
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal i keyboard: Ivan Moody ; Gitara prowadząca i rytmiczna: Zoltan Bathory, Andy James ; Gitara basowa i tylne wokale: Chris Kael ; Perkusja: Charlie Engen
Wytwórnia: Better Noise Music
Pozycja w dyskografii: 10
Ciężar: 3/5
Najlepsze utwory: Legacy ; Nails in the Coffin ; In Time
Zalety: moc ; energia ; szybkość ; chwytliwość ; bujające riffy i wokale
Wady:
Dodatkowy komentarz: Przez okres pierwszych czterech albumów Five Finger Death Punch prezentowali bardzo wysoki poziom, następnie na dwa kolejne zeszli to typowo dobrego grania po czym… nagle weszli w fazę odcinania kuponów gdzie utwory brzmiały jakby były robione na siłę, przypominając gorsze wersje tego co już robili, z drugiej strony próbowali też coś eksperymentować ale z marnym skutkiem i w tej sposób powstały trzy nieudane płyty a ja już przestałem wierzyć w możliwość powrotu formy. Mimo wszystko gdy wydali Legacy to dla porządku sprawdziłem… i kompletnie się zaskoczyłem gdyż nowy album, co zaskakujące, okazał się być prawdziwym powrotem dawnego poziomu, a zawarta na nim muzyka jest świeża, szybka, energiczna i zróżnicowana: w agresywniejszych partiach słychać bujające riffy i charakterystyczne wokale Ivana w postaci specyficznie skandowanego growlu natomiast w wolniejszych, melodyjniejszych fragmentach możemy podziwiać naprawdę dobre, szczere i przekonujące czyste wokale. Nie wiadomo czy to prawdziwy stały powrót formy czy może efekt zebrania w sobie ostatnich sił przed ostatecznym wypaleniem (czas to dopiero pokaże) ale to zdecydowanie jedno z największych muzycznych pozytywnych zaskoczeń tego roku, w każdym razie Legacy brzmi jakby miało zostać wydane w okolicach 2012 roku ale z jakiegoś powodu się gdzieś zapodziało i zostało odnalezione dopiero w 2026 roku.
12. PlayGrounded "A Flower To Water" (8/10)
Tracklista:
1. A Flower...
2. Counting Embers
3. Someone
4. Snow
5. Of Air and Metals
6. ...To Water
Długość: 0:36:33
Gatunek: Progressive Metal / Djent
Data wydania: 18.09.2026r
Kraj: Grecja
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal: Stavros Markonis ; Gitara prowadząca i rytmiczna: Michael Kotsirakis ; Gitara basowa: Odisseas Zafeiriou ; Perkusja: Giorgos Pouliasis ; Keyboard: Orestis Zafeiriou
Wytwórnia: Pelagic Records
Pozycja w dyskografii: 4
Ciężar: 2/5
Najlepsze utwory: Someone ; Snow ; Of Air and Metals
Zalety: klimat ; nieschematyczność i złożoność utworów ; technika
Wady:
Dodatkowy komentarz: Na debiucie wykonywali bardzo dobry ale dosyć typowy progressive metal, po pięciu latach, na drugiej płycie zachowali poziom wypracowując własny styl a muzyka trochę zwolniła i nabrała klimatu a przy tym miejscami, instrumentalnie nabrała również mocy, choć wokalnie nadal był tylko czysty wokal, z kolei na trzeciej pojawiły się kolejne zmiany i dopracowanie własnego stylu: wokal był nadal łagodny z samymi czystymi wokalami, za to instrumentalnie muzyka jeszcze bardziej nabrała mocy ze strojem gitar, pracą perkusji, prędkością i klimatem kojarzącą się z doom metalem, przy czym oczywiście nadal wykonywali metal progresywny, dodatkowo z dużą ilością połamanych, djentowych, polirytmicznych riffów oraz elektronicznymi ozdobnikami. Jeżeli chodzi o A Flower To Water to generalnie album utrzymany jest w praktycznie tym samym stylu przy czym djentu jest już mniej, choć muzyka nadal charakteryzuje się sporą technicznością, poza tym czasami gitary schodzą na dalszy plan a na pierwszy wybija się elektronika.
13. Loneshore "Nothing Left To Deconstruct" (8/10)
Tracklista:
1. Self Oscillations
2. Straylight
3. To Stride the Black Earth
4. Birth of a Mountain
5. Of Lost Waters
6. Parhelion
7. With Nothing We Part
Długość: 0:51:47
Gatunek: Progressive Melodic Death Metal / Doom Metal
Data wydania: 19.06.2026r
Kraj: Brazylia
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal: Luiz Felipe Netto ; Gitara prowadząca i rytmiczna: Renan Rubim ; Gitara basowa: Luan Moura ; Perkusja: Pedro Mercier
Wytwórnia: Willowtip Records
Pozycja w dyskografii: 2
Ciężar: 3/5
Najlepsze utwory: Straylight ; To Stride the Black Earth ; Birth of a Mountain
Zalety: klimat ; rozbudowanie i złożoność utworów
Wady:
Dodatkowy komentarz: Zespół poznałem kiedy postanowiłem sprawdzić czy znany mi z Piah Mater (wydali genialny album, który zajmował 4 miejsce w rankingu z 2024 roku, progressive death metal, który spokojnie mogę określić jako Opeth obecnych czasów) wokalista Luiz Felipe Netto udziela się gdzieś jeszcze. Loneshore wykonuje progressive melodic death metal połączony z doom metalem a jakbym miał wskazać podobny zespół to byłoby to szwedzkie In Mourning przy czym samo Loneshore grają bardziej progresywnie, wolniej i częściej stosują czyste wokale. Wydane w 2018 roku debiutanckie From Presence To Silence ogólnie było dobre jednak jakoś nie zapadało zbytnio w pamięć, czyste wokale nie były najlepsze a muzyka chwilami się trochę dłużyła, natomiast na tegorocznym Nothing Left To Deconstruct wszystko uległo poprawie: utwory są zdecydowanie bardziej ciekawe, bardziej dynamiczne (częstsze zmiany tempa i ciężaru z przejściami pomiędzy progresywnym metalem, melodethem i doom metalem) i więcej się w nich dzieje a wokale, zarówno growle jak i czyste brzmią lepiej i nabrały głębi i wyrazistości, co zresztą Luiz już zdążył zademonstrować dwa lata temu we wspomnianym Piah Mater. Utwory Self Oscillations oraz Of Lost Waters całe są lekkie, wolne z samym spokojnym czystym wokalem, natomiast Parhelion jest najcięższe na albumie z samymi growlami i w zasadzie spokojnie można go określić jako progressive death metal (jednak i tutaj są progresywne zwolnienia).
14. Sicksense "Funerals" (8/10)
Tracklista:
1. Artificial Irrelevance
2. Newsflash
3. Seller's Remorse
4. A Moment of Violence
Długość: 0:14:27
Gatunek: Nu Metal / Metalcore / Rap Metal
Data wydania: 18.09.2026r
Kraj: Kanada
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal i Keyboard: Vicky Psarakis ; Wokal (growl i rap): Robby J. Fonts ; Gitara prowadząca: Phillip Lykostratis ; Gitara basowa: Rich Regier ; Perkusja: Joseph Polizzi
Wytwórnia:
Albumów w dyskografii: 1 ; teraz wydali trzecią EPkę
Ciężar: 3/5
Najlepsze utwory: Artificial Irrelevance ; Newsflash ; A Moment of Violence
Zalety: różnorodność ; chwytliwość
Wady:
Dodatkowy komentarz: Na wydanych na początku działalności dwóch EPkach wykonywali połączenie nu metalu i rap metalu, potem jednak doszło do zmian w składzie w wyniku których wymienieni zostali wszyscy instrumentaliści oraz do modyfikacji brzmienia. Na debiutanckim Cross Me Twice ilość rapu uległa zmniejszeniu (co mnie akurat cieszy, gdyż za rapowaniem nigdy nie przepadałem), nu metalu też jest sporo mniej a sama muzyka skierowała się bardziej w stronę metalcore, przy czym oczywiście daleko im do czystogatunkowego grania, zresztą jak już dawno temu zdążyłem zauważyć to kanadyjskie odmiany różnych gatunków dość często odbiegają od typowego brzmienia i np. ich melodeath też jest średnio podobny do szwedzkiego czy fińskiego. Aktualnie wydali trzecią EPkę, która jest dokładnie w tym samym stylu co zeszłoroczny album, który zresztą, o czym warto wspomnieć, wygrał zeszłoroczny ranking, warto również wspomnieć o tym, że nowy materiał jest świeży i zdecydowanie brzmi jak nowe utwory a nie jakieś utwory bonusowe. Funerals jest zróżnicowane, są tu różne formy wokalu obu osób za niego odpowiadających, Vicky śpiewa cleanem, czasem rapuje, stosuje screamy czy growle, natomiast Robby growluje i rapuje, od strony instrumentalnej stosowane są riffy nu metalowe (wolne i mięsiste) jak i metalcoreowe (szybsze i melodyjniejsze) a nieraz nawet trafią się lżejsze fragmenty kojarzące się bardziej z metalem alternatywnym, natomiast A Moment of Violence zaczyna się jak ballada po czym jednak nabiera mocy. Muzyka na bardzo wysokim poziomie choć jak to bywa przy EPkach zdecydowanie za szybko się kończy co zostawia niedosyt, tegoroczne Cipher System trwało chociaż te 27 minut natomiast tu całość nie ma nawet 15 minut, to też sprawia, że pomimo poziomu danie ich wyżej byłoby niesprawiedliwe względem innych opisanych albumów dlatego tym razem trochę niższa pozycja, jednak dzięki tej EPce nabrałem ochoty na coś więcej od nich więc mam nadzieję iż dosyć szybko wydadzą pełnoprawny nowy album.
15. Xandria "Eclipse" (8/10)
Tracklista:
1. Syzygy
2. Eclipse
3. Colours
4. The Shannon's Home
5. The Grand Delusion
6. Waves of Tanis
7. Northstar
8. Masquerade
9. The Last Generation
10. The Poetry of the Real World
11. Lore
Długość: 0:57:38
Gatunek: Symphonic Metal
Data wydania: 07.08.2026r
Kraj: Niemcy
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal: Ambre Vourvahis ; Gitara prowadząca: Rob Klawonn ; Gitara rytmiczna, keyboard i tylne wokale: Marco Heubaum ; ; Perkusja: Dimitrio Gatsios
Muzycy sesyjni: Gitara basowa: Sascha Mordtmann ; Skrzypce w utworze 11: Ally Storch ; Flażolet, niski flet irlandzki w utworach 4, 7, 8, 11: McAlbi ; Orkiestracja: Lukas Knöbl, Ishaan Tyagi ; Orkiestra i chór: Sofia Session Orchestra & Choir
Wytwórnia: Napalm Records
Pozycja w dyskografii: 9
Ciężar: 2,5/5
Najlepsze utwory: Eclipse ; Colours ; The Grand Delusion
Zalety: epickość ; metalowe podejście do metalu symfonicznego ; zróżnicowany wokal
Wady:
Dodatkowy komentarz: Zespół ma na koncie dziwięć albumów jednak ze względu na zmiany w składzie, w tym czterokrotne zmiany wokalistki (w rzeczywistości wokalistek było sześć, jednak na płytach można usłyszeć cztery), brzmienie ulegało pewnym modyfikacjom np. początkowo tworzyli bardziej symphonic gothic metal z folkowymi wstawkami a dopiero potem przerzucili się na prawdziwy, epicki metal symfoniczny. W 2018 roku odeszła od nich Dianne Van Giersbergen po czym nastąpiła dość długa cisza, a następnie lider grupy, Marco Heubaum wymienił cały skład, po czym w 2023 roku wydany został album The Wonders Still Awaiting w trochę zmodyfikowanym stylu a teraz wyszło Eclipse będące brzmieniowo jego bezpośrednią kontynuacją. Ich odświeżony styl tak jakby stanowi połączenie wczesnych i późniejszych płyt zespołu a więc z jednej strony mamy symphonic gothic metalowe, wolniejsze, bardziej stonowane granie z łagodnym wokalem i dodatkiem folkowych instrumentów ale z drugiej strony dużo tu też szybkiego, epickiego grania z operowymi wokalami oraz orkiestracją, tutaj warto wspomnieć, że przy nagrywaniu płyty brała udział orkiestra i chór. Oprócz tego, od czasu do czasu trafiają się tu utwory lub fragmenty utworów, stylem przypominające środkowe Lacuna Coil czyli taki gothic metal z wpływami popu, jednak jednocześnie, dla równowagi, podobnie jak płytę temu Ambre Vourvahis, oprócz śpiewania operowo (tu warto wspomnieć, że najwyższe, najbardziej epickie partie wokalne wykonuje jednak chór bo wokalistka nie dysponuje typowo operowym głosem jak chociażby Dianne Van Giersbergen) i w bardziej tradycyjny sposób, stosuje również wyższe growle, takie na granicy z niskimi screamami, co najbardziej kojarzy mi się z głosem Angeli Gossow z Arch Enemy i wprawdzie takie wokale stanowią mniejszość to są ciekawym urozmaiceniem, dodając nieco pikanterii do generalnie lekkiej muzyki. Ciekawostka: na single wybierane były głównie te najlżejsze utwory z prawie popowymi, często powtarzanymi refrenami przez co miałem trochę obaw czy nie pójdą drogą Within Temptation czy Delain ale na szczęście Eclipse jednak nadal brzmi bardzo dobrze choć nie aż tak jak The Wonders Still Awaiting, które z 2023 roku, z oceną 9/10 trafiło na drugie miejsce w rocznym rankingu.
16. Witch Ripper "Through The Hourglass" (8/10)
Tracklista:
1. Odyssey in Retrograde
2. The Portal
3. Symmetry of the Hourglass
4. Echoes and Dust
5. The Clock Queen
6. Proxima Centauri
7. The Spiral Eye
Długość: 0:44:06
Gatunek: Sludge Metal / Progressive Metal
Data wydania: 10.04.2026r
Kraj: USA
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal, gitara prowadząca i rytmiczna: Curtis Parker ; Gitara prowadząca i rytmiczna: Coltan Anderson ; Gitara basowa: Brian Kim ; Perkusja: Joe Eck
Wytwórnia: Magnetic Eye Records
Pozycja w dyskografii: 3
Ciężar: 3/5
Najlepsze utwory: The Portal ; Echoes and Dust ; The Spiral Eye
Zalety: klimat ; złożoność i rozbudowanie utworów
Wady:
Dodatkowy komentarz: Na debiucie wykonywali bardziej surowy sludge metal kojarzący mi się z bardzo wczesnym Mastodonem, na drugim albumie trochę zmodyfikowali brzmienie, dodając klimatyczności oraz sporej ilości progresywności dzięki czemu utwory stały się bardziej rozbudowane, nieschematyczne, ze zmianami tempa i ciężaru, a skoro wspomniałem o ciężarze to zaczęli powszechnie stosować również czyste wokale (na debiucie zdecydowanie przeważał ten charakterystyczny sludge’owy niski scream), dodam jeszcze, że tutaj muzyka bardziej zaczęła kojarzyć mi się ze środkowym Baroness (głównie ze względu na sposób śpiewania partii z czystym wokalem oraz specyficzne riffy). Na wydanym w tym roku Through The Hourglass generalnie kontynuują drogę obraną w 2023 roku przy czym tutaj znowu głównie wzorują się na Mastodonie, jednak tym razem na ich nowszych albumach wydawanych od Crack The Skye, czyli można tu uświadczyć sporej ilości klimatycznego, atmosferycznego progresywnego sludge metalu, z charakterystycznymi wokalami i riffami, wręcz mógłbym stwierdzić, sugerując się brzmieniem i nie wiedząc z jakim zespołem mam do czynienia, że to spokojnie mogłaby być nowa płyta Mastodon. Niby tak silne wzorowanie się na kimś nie jest w porządku jednak skoro całość jest bardzo dobra, przekonująca i zachęcająca do częstych powrotów to chyba pozostaje stwierdzić iż zespół jednak znalazł dobry sposób dla siebie, tym bardziej, że sam Mastodon coraz rzadziej coś wydaje (ostatnio w 2021 roku) więc istnienie tak podobnie grającego zespołu jest też dobre dla fanów nowej, dobrej muzyki w tych klimatach.
17. Draconian "In Somnolent Ruin" (8/10)
Tracklista:
1. I Welcome Thy Arrow
2. The Monochrome Blade
3. Anima
4. The Face of God
5. I Gave You Wings
6. Asteria Beneath the Tranquil Sea
7. Cold Heavens
8. Misanthrope River
9. Lethe
Długość: 0:58:03
Gatunek: Doom Metal
Data wydania: 08.05.2026r
Kraj: Szwecja
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal (growl): Anders Jacobsson ; Wokal (czysty): Lisa Johansson ; Gitara prowadząca i tylne wokale: Johan Ericson ; Gitara rytmiczna: Niklas Nord ; Gitara basowa: Daniel Arvidsson ; Bębny, Perkusja: Daniel Johansson
Wytwórnia: Napalm Records
Pozycja w dyskografii: 8
Ciężar: 3,5/5
Najlepsze utwory: I Welcome Thy Arrow ; The Face of God ; Cold Heavens
Zalety: klimat ; kontrastowość czyli zestawienie ciężaru i pięknych kobiecych wokali
Wady:
Dodatkowy komentarz: Pierwsze dwie płyty nie były jakieś specjalne, na trzeciej nastąpiła znaczna poprawa, za to kolejne trzy Turning Season Within, A Rose For The Apocalypse oraz Sovran to już zdecydowane najlepsze płyty w doom metalu, zasługujące na maksymalne oceny więc co do zespołu zawsze mam wysokie oczekiwania. Przez lata w zasadzie trzymali się swojego stylu polegającego na łączeniu męskich growli z kobiecymi czystymi wokalami osadzonych w doom metalowej otoczce, trzymali się go nawet gdy w 2011 roku odeszła od nich wokalistka Lisa Johansson i zastąpiła ją Heike Langhans, przy czym ilość czystych wokali uległa zwiększeniu. Pięć lat nic nowego nie wydawali po czym powrócili z nową płytą... i zmodyfikowanym stylem brzmiącym tak jakby na typowe brzmienie zespołu wpłynęła twórczość innych projektów Heike i gitarzysty Johana Ericsona. Na Sovran Heike wpasowała się wokalnie w styl grupy, na Under a Godless Veil jednak przemyciła sporo ze swoich etherealowych projektów czyli ISON i :LOR3L3I: a więc zazwyczaj gdy pojawiał się jej wokal (a pojawiał się nieco częściej niż na Sovran) śpiewała łagodnie i naprawdę wolno a gdy to robiła instrumenty schodziły bardziej na dalszy plan aby lepiej wyeksponować jej głos, pojawiały się też nieraz dodatkowo instrumenty smyczkowe, przez co muzyka bardziej kojarzyła się z atmospheric doom metalem. Z kolei w przypadku Johana, z jego funeral doom metalowego projektu została zapożyczona zmniejszona prędkość warstwy instrumentalnej czego efekt był taki, że płyta całościowo była naprawdę wolna, nawet przy growlach. A skoro już przy nich jestem to ogólnie było ich mniej niż poprzednio jednak były nieco mocniejsze i miały tendencję do gromadzenia się w większej ilości w jednym miejscu przez co nieraz w utworach po łagodniejszym wstępie następowały fragmenty kojarzący się bardziej z death/doomem. Przy okazji In Somnolent Ruin nastąpiły pewne zmiany w składzie: przede wszystkim Heike Langhans odeszła a na stanowisko wokalistki powróciła Lisa Johansson, odeszli też basista i perkusista, Daniel Arvidsson, który w latach pomiędzy 2005 a 2022 rokiem odpowiadał za gitarę rytmiczną został basistą a do zespołu doszli nowi muzycy odpowiedzialni za gitarę rytmiczną i perkusję. Można by pomyśleć, że po powrocie Lisy zespół po prostu powróci do brzmienia z A Rose For The Apocalypse jednak nastąpiło to tylko częściowo, fakt, ilość growli znowu się trochę zwiększyła a partie z nimi są szybsze więc już nie mają tempa funeral doom metalowego tylko typowe dla nich doom metalowe, natomiast partie wokalne Lisy można podzielić na dwa rodzaje: czasem śpiewa tak jak wcześniej czyli smutno ale w miarę szybko z towarzyszącymi jej intensywnie grającymi gitarami, jednak czasem pojawiają się zapoczątkowane przez Heike elementy atmospheric doom metalowe kiedy to Lisa znacznie zwalnia brzmiąc zupełnie jak Heike a towarzyszą jej łagodnie grające instrumenty, na tyle wyciszone by nie wybijać się przed wokal. Tak się akurat złożyło, że podczas zapoznawania się z In Somnolent Ruin, sprawdzałem również nowy album :LOR3L3I: "Peace by Proxy" co potęgowało efekt podobieństwa tych nowych partii wokalnych Lisy do Heike, do tego stopnia, że miejscami obie płyty brzmiały podobnie jakby stanowiły jedną całość. W utworze Anima gościnnie wystąpił Daniel Änghede czyli muzyk z którym Heike kiedyś założyła projekt ISON a który już wcześniej, na Sovran udzielił się wokalnie w utworze Rivers Between Us natomiast na Under a Godless Veil był muzykiem sesyjnym odpowiadającym za dodatkową gitarę basową. Na początku mojego opisu wspomniałem o moich wysokich oczekiwaniach i tutaj muszę stwierdzić, że In Somnolent Ruin oczywiście jest bardzo dobre, zdecydowanie w czołówce tego roku a wiele zespołów nigdy nie dobije do tak wysokiego poziomu, ale jednocześnie czuję lekkie rozczarowanie z powodu faktu iż grupa, która wydała album 9/10 (The Burning Halo) a następnie trzy razy pod rząd 10/10 zszedł do poziomu 8/10, mam więc cichą nadzieję na powrót w przyszłości do jeszcze wyższej formy.
18. Monolord "Neverending" (8/10)
Tracklista:
1. Iodine
2. You Bastard
3. Inside a Collider
4. Crystal Bridge
5. Ooozing Wound
6. The Masque
7. Invisible
8. It's Neverending
Długość: 0:43:07
Gatunek: Stoner Doom Metal
Data wydania: 29.05.2026r
Kraj: Szwecja
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal i gitara: Thomas V Jäger ; Gitara basowa: Mika Häkki ; Perkusja: Esben Willems
Wytwórnia: Relapse Records
Pozycja w dyskografii: 6
Ciężar: 2/5
Najlepsze utwory: Iodine ; You Bastard ; It's Neverending
Zalety: ciekawy kontrast: ciężka warstwa instrumentalna i lekki, spokojny wokal ; klimat ; złożoność utworów
Wady:
Dodatkowy komentarz: z Goteborgu podobnie jak wiele innych bardzo dobrych i oryginalnych szwedzkich kapel a wykonują stoner doom metal co faktycznie od razu słychać w ich brzmieniu: niski strój gitar jak w stoner metalu jednak grają one bardzo wolno jak w doom metalu co jeszcze bardziej zwiększa odczucie ciężaru. Warto tu wspomnieć iż warstwa instrumentalna jest tu naprawdę wyszukana i rozbudowana, dużo bardziej niż u przedstawicieli gatunków składowych. Jeśli chodzi o wokal (występują tu wyłącznie cleany) to na pierwszych dwóch krążkach był on raczej dodatkiem pojawiającym się od czasu do czasu, był też mało zróżnicowany i towarzyszył mu specyficzny pogłos jednak od wydanej w 2017 roku Rust, postanowili nad nim więcej popracować dzięki czemu stał się lepszy i jest go więcej co jeszcze bardziej ulepszyło to co tworzą. Neverending jest kontynuacją obranej przez nich drogi więc kto zna poprzednie trzy płyty, ten nie będzie niczym zaskoczony, trzyma też praktycznie równie wysoki poziom co można zauważyć już od pierwszego usznego kontaktu, jedna uwaga: większość ich albumów była raczej długa, od 50 minut do 1 godziny i same utwory też były dość długie, poprzednio wydany Your Time to Sine wyjątkowo trwało 38 minut i zawierało pięć, nadal dość długich tracków, natomiast tym razem całość dobiła do 43 minut ale same utwory uległy pewnemu skróceniu i aż pięć z nich trwa mniej niż 5 minut. Ciekawostka: w ostatnim utworze na płycie, It's Neverending gościnnie wystąpił Jörgen Sandström, wokalista z industrial death metalowego zespołu The Project Hate MCMXCIX i jest to pierwszy w historii Monolord utwór z growlami, sam utwór ma ponad 8 minut a jego wokale zdecydowanie w nim dominują więc spokojnie można by go otagować jako death/doom.
19. Burial Clouds "Burn Holy" (8/10)
Tracklista:
1. Burning the Olive Tree
2. Windflower
3. Ashen Altar
4. Negations
5. Be Not Afraid
6. Screaming, Drowning, Pacified
7. Forget Me Not
8. Eyes Without Light
Długość: 0:40:07
Gatunek: Post-Black Metal / Doom Metal
Data wydania: 22.05.2026r
Kraj: USA
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal: Marina ; Gitara prowadząca i rytmiczna: Matt, Bryce ; Gitara basowa: Flynn ; Perkusja: Tim
Wytwórnia:
Pozycja w dyskografii: 2
Ciężar: 3/5
Najlepsze utwory: Burning the Olive Tree ; Windflower ; Be Not Afraid
Zalety: klimat ; nieschematyczność, złożoność i rozbudowanie utworów
Wady:
Dodatkowy komentarz: Zespół wydał dwa albumy jednak ze względu na zmiany w składzie i sporą modyfikacje brzmienia obie brzmią jakby nagrały je inne kapele i generalnie debiut utrzymany jest w klimatach stoner doom metal / post-metal z dość irytującymi męskimi czystymi wokalami oraz od czasu do czasu pojawiającymi się mocno typowymi growlami. Później dawny wokalista odszedł a na jego miejsce przyszła Marina a zespół przerzucił się na post-black metal / doom metal (ich nowy styl najbardziej mi przypomina grupę Oathbreaker), gdzie doom metal nadaje klimatu, posępności, ciężaru i powolności natomiast jeśli chodzi o post-black metal to dokładnie mówiąc płynnie przechodzą pomiędzy post-black metalem (w agresywniejszych partiach ze skrzeczanymi wokalami), post-metalem (w partiach z czystym wokalem) i post-rockiem (tego jest tu najmniej jednak dali tu całe balladowe Forget Me Not w tych klimatach), do tego od czasu do czasu trafiają się również growle. Dzięki połączeniu kilku elementów składowych muzyka jest zróżnicowana, z częstymi zmianami tempa i ciężaru, jest też nieschematyczna więc nie ma co się tutaj spodziewać typowego podziału utworów na zwrotki i refreny, do tego, jak to bywa w tych klimatach są one dość długie, dwa mają ponad cztery minuty, dwa ponad sześć a najdłuższy ma ponad dziewięć i jedynie trzy trwają trzy minuty lub mniej. https://www.youtube.com/watch?v=7gSvfb5eV24
20. Gaerea "Loss" (8/10)
Tracklista:
1. Luminary
2. Submerged
3. Hellbound
4. Uncontrolled
5. Phoenix
6. Cyclone
7. LBRNTH
8. Nomad
9. Stardust
Długość: 0:46:00
Gatunek: Blackened Metalcore
Data wydania: 20.03.2026r
Kraj: Portugalia
Język tekstów: angielski
Skład: Wokal i gitara prowadząca: Alpha ; Gitara rytmiczna: Delta ; Gitara basowa: Rho ; Perkusja: XI
Wytwórnia: Century Media Records
Pozycja w dyskografii: 5
Ciężar: 3,5/5
Najlepsze utwory: Luminary ; Submerged ; Stardust
Zalety: chwytliwość ; szybkość
Wady:
Dodatkowy komentarz: Gaerea zaczynali od black metalu i w tym stylu wydali cztery albumy… i nagle postanowili przerzucić się na blackened metalcore gdzie z black metalu została tylko charakterystyczna praca perkusji w postaci blastów, nadających muzyce szybkie tempo, zamiast typowych dla ich nowych rejonów muzycznych melodyjności i średnich prędkości, natomiast wokal to 100% metalcore ze screamami w zwrotkach i czystymi wokalami w refrenach, nawet trafiły się dwa utwory, które zaczynają się balladowo. Już wyobrażam sobie to rozczarowanie wielu fanów black metalu, mnie jednak bliżej jest do metalcore niż black metalu więc potrafię docenić nowe oblicze Gaerea (oczywiście black metalowe oblicze również potrafię docenić) i muszę stwierdzić, że to ich najlepszy album, wszystkim wcześniejszym dałem 7/10 a tym razem dzięki udanemu eksperymentowi w pełni zasłużyli na ósemkę.
Sojourner "Gateways" (7/10)
Periphery "A Pale White Dot" (7/10)
Electric Callboy "TANZNEID" (7/10)
Ethereal Darkness "Echoes" (7/10)
Textures "Genotype" (7/10)
Einar Solberg "Vox Occulta" (7/10)
Reflections "Crystal Eyes" (7/10)
Motionless In White "Decades" (7/10)
Kolm "Yūgen" (7/10)
In This Moment "Witch" (7/10)
Atavistia "Old Gods Awaken" (7/10)
Worm Shepherd "Dawn of the Iconoclast" (7/10)
Necrotted "We Are The Gods That Tear Ourselves Apart" (7/10)
Combichrist "The Venom In the Mouth of God" (7/10)
Haste The Day "Dissenter" (6/10)
The Last Ten Seconds of Life "The Dead Ones" (6/10)
Evanescence "Sanctuary" (6/10)
Lord of the Lost "OPVS NOIR Vol. 3" (6/10)
Look Outside Your Window "Look Outside Your Window" (6/10)
Threat Signal "Revelations" (6/10)
Dust In Mind "HCNO" (6/10)
Tarja "Frisson Noir" (6/10)
:LOR3L3I: "Peace by Proxy" (6/10)
Nonpoint "The Last Word" (6/10)
Our Mirage "Fractured Minds" (6/10)
Moonspell "Far From God" (5/10)
August Burns Red "Season of Surrender" (5/10)
Devin Townsend "The Moth" (5/10)
Reeking Aura "On the Promise of the Moon" (5/10)
Lamb of God "Into Oblivion" (4/10)
Bloodhunter "Sons of the Abandoned" (4/10)
King 810 "K8: RUSBELT NU METAL 3" (3/10)



















